Szukaj:Słowo(a): wyglad rycerza krzyzaka
Co powiesz o Jurandzie ze Spychowa?


Jurand ze Spychowa to rycerz mazowiecki o groźnym, wzbudzającym strach wyglądzie. Jego charakterystyczną cechą było jedno oko barwy żelaza, co powodowało, że jego wzrok stawał się przerażający, a jednocześnie tajemniczy i nieprzenikniony. Z całej duszy nienawidził Krzyżaków.
Ogólnie sam słabo mdeluje, ale chce się nauczyć. Zaczynam wątpić czy dziś uda m ise przepisac zasady na kompa. Co do tych ras, to elfy moga być jako przodkowie ludzi, a ta mroczna armia to przodkowie "gadoludzi". Tylko chciał bym aby te dwie armie były bardzo rzadkie, a jeśli dam im możliwosć używania magii, to pewnie wiele graczy będzie chciało grać tylko nimi.

Może opisze klimat każdej armii:
Ludzie-odpowiednik średniowiecza (gotyckie budowle, podział na rycerzy wyglądających jak krzyżacy, duchowieństwo i chłopi). Będa posiadali proste bronie palne, ale będą rzdko używane (będą woleli pozostać przy kuszach itp.) Mimo wilekiej wiedzy, nie bedą potrafili dobrze wykorzystać technologii do walki.
Krasnoludy-(styl budowli romański) najbardziej rozwinięta rasa pod względem technologii bojowej, jednak będą przypominali wikingów (z wyglądu, nie zachowania).W walce będą urzywali najbardziej rozwiniętej technologicznie broni, jedna zazwyczaj nie wytrzymalej i wolnej.
Gadoludy-(budowle w stylu egipskim) Tak naprawde jest to bardzo inteligentna rasa, jednak nie pomysłowa. Uważa się za bardziej rozwiniętą intelektualnie od ludzi i krasnoludów, mimo że nie posiada tak rozwiniętej technologii, spowodowane jest to tym że stara się żyć zgodnie z naturą ( i brakiem pomysłów). Walczy z ludźmi i krasnoludami głownie z powodu chęci zemsty i upokorzenia ich.
Obcy-Najprymitywniejsza rasa, jednak potrafiąca zaplanowac potęrzby atak na siedliska innych ras. Nie budują żadnych budowli (mają byc robione na wzór cthulhu)

Pozostałe 2 musze jeszcze dobrze przemyśleć. Co do tych chajki to nawet ciekawy pomysł, tylko nie powinni oni posiadac broni (tylko np. pazury itp.)
W Polsce nie ma niebezpiecznych pajakow... Jedyne co, to krzyzak ogrodowy


Kiedyś po strzelaniu wylegując się na działce widziałem bardzo dużego w porównniu do krzyżakow pająka, wyłażącego z norki w ziemi. Zdecydowanie większy od orzecha włoskiego (całościowo, trudno było go dojrzeć dokładnie na tle ciemnej ziemi). Cały czarny, grube masywne odnóża, dość szybko się poruszał.
Nie mam zdjęcia, ale porównując go do znanych gatunków to zdecydowanie bliżej było mu z wyglądu do ptaszników itp. niż do rycerza NMP

Mam przez to rozumieć że moja histeryczna ucieczka była nieuzasadniona ?

W Polsce nie ma niebezpiecznych pajakow... Jedyne co, to krzyzak ogrodowy


Kiedyś po strzelaniu wylegując się na działce widziałem bardzo dużego w porównniu do krzyżakow pająka, wyłażącego z norki w ziemi. Zdecydowanie większy od orzecha włoskiego (całościowo, trudno było go dojrzeć dokładnie na tle ciemnej ziemi). Cały czarny, grube masywne odnóża, dość szybko się poruszał.
Nie mam zdjęcia, ale porównując go do znanych gatunków to zdecydowanie bliżej było mu z wyglądu do ptaszników itp. niż do rycerza NMP

Mam przez to rozumieć że moja histeryczna ucieczka była nieuzasadniona ?

Może to był kątnik domowy.. Mam ptaszniki to wiem jak one wyglądają
Bitwa z lego - fajny pomysł. Jeśli nic się nie zmieni przez 2 lata to też dorzucę chętnie jakieś ludziki standardowe lub przerobione i co tam jeszcze czyli np machiny, armaty itp.
Może ktoś zrobiłby wśród forumowiczów jakąś ankietę kto co może dać (i tak się to zmieni)? Ale przynajmniej na teraz byłoby wiadomo na czym stoimy.
Fajnie byłoby się też dogadać kto co robi, ponieważ nagle może się okazać, że krzyżaków jest 10 razy więcej.
Moje zdanie co do wyglądu dioramy - przed , w trakcie czy po?
Niech każdy postawi dwie grupy sztywnych ludzików naprzeciwko siebie w odległości ok 1m.
Baaaaardzo ekscytujące...
Jak się postarać można znaleźć na Brickshelfie sporo fajnych, dynamicznych scen ze zwykłymi ludzikami i konikami nie zbudowanymi z klocków- wyglądającymi jak psy.
Standardzik czy przeróbki ludzików?
Nie każdy ma ochotę lub umiejętności, a pewnie wielu by coś dorzuciło widząc swoje nazwisko na liście sponsorów. To może kompromis? Zawsze można ukryć pospólstwo wśród szlachetnie przerobionych. Ewentualnie niech jakiś maniak wierności historycznej siedzi i przerabia ofiarowane/pożyczone wojsko:-)
Właśnie odkryłem, że przy pomocy drukarki, nożyczek i flamastra można na wzór batmanowej zrobić z papieru dowolną pelerynkę z i to dwustronnie pokolorowaną.

Wracając do bitwy. Musi być symbolicznie. Po jednej stronie nasi po drugiej oni. Żeby każde dziecko skumało o co chodzi. Czyli po jednej stronie na górce król z orszakiem i wypasionymi rycerzami z herbami. Po drugiej stronie krzyżackie szefostwo z kolorowymi turystami z zachodu. Pośrodku przewala się pospólstwo: kolorowi vs. czarno-biali. I tyle - w skrócie.
Witam wszystkich.
Panowie, mam wielką prośbę. Mam zamiar zrobić rycerza krzyżackiego.Niestety przeszukałem wszystkie dostępne mi zasoby i nigdzie nie znalazłem materiałów dotyczących wyglądu tej postaci.Jeśli ktoś ma takie dane, lub może zdjęcia,rysunki, proszę o kontakt.
Zgóry dziękuję za pomoc.

Dostałem sie do sklepu internetowego Zamku Malborskiego, ale też nic ciekawego nie ma.

Krzyżaka chcę zrobić od podstaw z modeliny. Co do skali to jeszcze nie wiem,ale może 1:9. Okres z którego najchętniej chciałbym go wykonać to -XIV-XV wiek. Zresztą nie jest to jeszcze ściśle określone.Ważne żeby był odwzorowaniem prawdziwego rycerza.
Takie mam plany,lecz jeśli nic nie znajdę będę musiał odłożyć na jakiś czas plany.

Jacek
A mazury zachodnie to były czy ktos niedawno wymyslił w celach turystycznych.Świr nikt szabla nie wymachuje a z histori masz -2 .



Mazury w takim ksztalcie jak są obecnie, a chodzi mi o zagospodarowanie i kształt Wielkich Jezior Mazurskich stworzyli Krzyżacy.

Nie wiem czy DRE wiesz że jeziora bodajze do 1400 r wyglądały inaczej niż teraz a poziom ich był niższy o około 3m.

Krzyżacy z Kawalerami Mieczowymi a później Prusy/zeświedczeni rycerze zakonni/ z Branderburgią kształtowali w niemałym stopniu wygląd tych terenów cywilizując je na sposób zachodni.

Ziemie te były słabo zaludnione stąd kolonie polskie, niemieckie, holenderskie i czort wie jakie na tych terenach ale prawo osiedleńcze,karne i handlowe wywodziło się z zachodu.

Nie oszukujmy się DRE te ziemie nigdy Polskimi nie były, owszem składany był hołd z ich posiadania ale to inna bajka.

Jestem Polakiem ale moje korzenie sięgają Wilna, chociaż tu urodziłem się i wychowałem a tu od wieków rządzili Niemcy co słychać, widać i czuć.

a'hooj!

Witam:)
(To będzie długie;))

Silnie potrzebuję informacji na temat rycerstwa na terenach
pomorza
zachodniego. Czy sa jakieś mądre linki do stron na ten temat?
Bo szukam i
szukam, i jakoś znaleźć nie mogę...:p



Stron nie kojarzę.

Problem jest w tym, że Starosta Świdwiński (samo centrum woj.
zachodniopomorskiego, byłe koszalińskie) wyłonił, drogą
konkursu, projekt
maskotki dla powiatu (konkurs nosił tytuł "Strażnik Powiatu").
Strażnikiem
tym ma być uzbrojony po zęby rycerz, z tym że zwycięska praca
przedstawia
jakiegoś komiksowego gościa w blachach, co ma się nijak do
rzeczywistości
historycznej, więc otrzymałem zaszczytne zadanie



przeprojektowania tego tak,

aby statuetka wiernie oddawała wygląd uzbrojonej postaci
takiej, jakie
tysiąc lat temu faktycznie tędy się przechadzały. W związku z
tym, po
przewaleniu setek bezużytecznych linków, zwracam się do Was
jako do
ostatniej deski ratunku.
Pytanie moje jest następujące: Skąd mam wziąć wzór postaci
rycerza (broń
Boże niemieckiego - w grę wchodzą tylko Słowianie), takiego,
jaki mieszkał w
okolicach Świdwina lub Połczyna Zdroju? Czy ktoś może poratować
szczyptą
informacji, ewentualnie fachowym linkiem?



AFAIR jest praca o pieczęciach z Pomorza Zachodniego. Innym
źródłem moga być nagrobki. Ale na jakiekolwiek graficzne
przedstawienie postaci rycerza pomorskiego sprzed tysiąca lat (w
miarę temuż rycerzoiwi współczesne) bym nie liczył... raczej
sprzed jakichś pięciuset... Mnie najbardziej pasowałby Krzyżak :
(ostatecznie Krzyżacy zaczęli swoją ekspansję na ziemie Nowej
Marchii właśnie od Świdwina)... A może są jakieś zachowane
nagrobki Wedlów?
Z góry piękne dzięki za wszelkie sugestie.

Pozdrawiam
ECO



Pomysł na LEGO-Grunwald wydaje mi się znakomity! :)

Zgadzam sie jednak, że bez jakiegoś sponsora i patronatu się nie obejdzie.

Myślę, że na początek należałoby uderzyć do firmy LEGO. Pamiętacie pracę Zbigniewa Libery (na wszelki wypadek nie będę podawać więcej szczegółów)? Jak widać Lego jest otwarte na wszelkie propozycje prac historycznych...

Co do patronatu to można zwrócić się do np. muzeum narodowego (to taki mój pomysł gdyż a)jestem z Warszawy b)kiedyś już poruszałem w nim temat Lego-rekonstrukcji)

Poza tym należy jeszcze pamiętać , że co roku odbywa się rekonstrukcja bitwy 1410. Może należy iść tym tropem. Dobrze zrobiona LEGO-makieta byłaby nie lada atrakcją!

Chciałem jeszcze zwrócić uwagę na fakt, że wbrew pozorom jeśli zamierzamy ubiegać się o jakieś wsparcie to czasu wcale nie zostało tak dużo... (oczywiście jest go jeszcze dość...)

Na koniec, jako absolwent historii, pozwolę sobie zabrać głos w dyskusji na temat unifikacji
torsów i uzbrojenia ewentualnych rycerzy. Armie, które walczyły ze sobą w 1410 musiały być bardzo zróżnicowane pod względem wyglądu. Armia polska (takie uproszczenie nazwy) składała się z pospolitego ruszenia. Była to ogromna zbieranina kolesi (Polaków, Rusinów, Litwinów, Tatarów), ubranych w to co przywieźli z domu. Niemal każdy miał na sobie coś innego. Z uzbrojeniem było tak samo. Podobnie rzecz sie miała z Krzyżakami. Braci zakonnych w białych płaszczach było relatywnie niewielu. Resztę ich armii stanowiła zbieranina z niemal całej Europy.
Myślę jednak, że celem potencjalnej LEGO-makiety jest ładnie i czytelnie wyglądać, więc unifikacja (oczywiście bez przesady!) jest wskazana.

Ufff... Ale się rozpisałem...

Ja się pod projektem podpisuję dwoma rękami!
Sam jestem w stanie dostarczyć około 50 rycerzy! (a tworzenie armii to to co mnie najbardziej kręci, więc pewnie do 2010 będę mieć znacznie więcej woja) :)

Pozdrawiam
Witam!
Cóż z wyglądem konkretnego Krzyżaka będzie sporo problemów. Szczególnie , że bracia niechętnie się fotografowali.
Przedstawienia rycerzy średniowiecznych to przecież w większości rekonstrukcje, czasem oparte na wyobrażeniach z epoki, czasem po prostu wymyślone. Niestety nie znam żadnej pracy poświęconej odtworzeniu stroju i uzbrojenia krzyżackiego, takiej jak np. L.Kajzera o rycerstwie małopolskim czy Z. Wawrzonowskiej o Piastach śląskich. Materiał ikonograficzny przeciez istnieje. Trochę wyobrażań rekonstrukcyjnych, ale czaro-białych w pracy Nowakowskiego, Wojska Zakonu NMP w Prusach (tytuł niedokładny).
Natomiast z konkretnych postaci: Matejko w pracy "Ubiory w Polsce" rysuje dwu krzyżaków, ale bez podania osoby i źródła(podaje tylko "dzieło obce")
Natomiast znalazłem konkretne osoby przedstawione przez Walerego Eliasza-Radzikowskiego. Przedstawia on Krzyżaka w stroju wojennym według pieczęci komtura elbląskiego z 1310( to chyba komtur Johann) oraz Konrada von Thuringen, wielkiego mistrza z XIII wieku według nagrobka w Marburgu. Jest tam także wyobrażenie jeszcze jednego wielkiego mistrza z XVw, niestety nie powiem teraz którego, gdyż jak się okazało brakuje mi opisów do tablic Eliasza dotyczących XVw. Pożyczałem je i chyba do nie nie wróciły. Muszę sobie chyba odkserować. Wszystko są to przedstawienia piesze, ale rozumiem, że przy pomyśle figurki w skali 1/9 nie będzie to wyobrażenie konne. Jeśli Cię takie postaci interesuja, mogę ilustracje zeskanować i przesłać.
Poza tym istnieją drzeworyty Caspra Henenbergera, np przedstawijace Ulryka von Jungingena. Sa to oczywiście przedstawienia późniejsze - publikuje kilka z tych miniatur śp.S.Kuczyński w książce "Bitwa pod Grunwaldem". Pozdrawiam Piotr.
Szanowny Piotr pisze/a:

Druga część napawa nadzieją na lepsze jutro.
Pojawiają się grupy i osoby które wkaładają naprawdę dużo pracy (zarówno merytorycznej jak i fizycznej) w pogłębianie wiedzy, a co za tym idzie i lepszym odtważaniem danej epoki.
Podstawą do powstających replik (stroiów, narzędzi, mebli itp.) stają się znaleziska archeologiczne, zapiski, ikonografia (malarstwo, rzeżba) jak i opracowania naukowe.
Normą staje się ręczne wykonywanie zarówno strojów i narzędzi (niektórzy zapaleńcy których podziwiam starają się odtwożyć strój od fazy powstawania tkaniny).



Ja właściwie nigdy dotąd nie zwracałem większej uwagi na tzw. odtwórczość.
Jednakowoż drażniły mnie zawsze rażące błędy jakie popełniali i popełniają ludzie odpowiadający na planach filmowych za ubiory i stroje z danej epoki o której dany film traktuje.
Na przykład pierwsza wersja "Krzyżaków" którą zapodano do kin , przedstawiała scenę - kiedy to nasz "król Jagiełło" wyszeddł przed namiot , rozejrzał się wokoło , poczym spojrzał na zegarek ( chyba produkcji CCCP) , i wyrzekł swoją kwestię : już południe......
Ludzie spadali z krzeseł zrywając boki ze śmiechu.
Na szczęście dość szybko skorygowano ten błąd przysyłając do kin już poprawione wersje.
To były jednak dawne czasy - nasza kinematofrafia zaczynała dopiero raczkować....zaś żenujące jest to że pomimo upływu wielu lat takie błędy można zobaczyć niemal wszędzie (nie tylko w kinach czy telewizji).
Świadczy to o tym że z zagadnień historycznych zrobiono zwykły biznes.Do głosu dopuszcza się nadal ludzi którzy o hostorii i jej epokach wiedzą niewiele lub nic.

A przecież rozwiązanie jest żenująco proste.
Wystarczy kontakt z takimi pasjonatami jak Ty Piotrze czy Tobie podobni - a wówczs na planach filmowych pojawią się prawdziwi rycerze z misternie odtworzonymi zbrojami wiernie "przylegający" do danej epoki po najdrobniejsze detale włącznie.
W ten sposób zobaczymy wierną replikę np. Zawiszy Czarnego , Jagiełły czy Mieszka I...a nie kretyna z włosiennicą na raminach - "garnkiem" na głowie z czasów wypraw krzyżowych...i w butach typy mokasyn firmy "Otment" na nogach.
Do tego jeszcze pieniądze za statystowanie w filmach przez prawdziwych znawców z dziedziny re-ecnament trafią we właściwe ręce , i kto wie ?...może następnego oskara za kostiumy dostanie Polski film historyczny , a nie np."Gladiator" gdzie wygląd ludzi z epoki Rzymu to jej wierna kopia i tym samym było i jest na co popatrzeć.

Pozdrawiam.
Był styczniowy, powszedni dzień. Śnieg padał, wiatr bezlitośnie chłostał twarze przechodniów, którzy spieszyli się nie wiadomo dokąd, a chłopak i dziewczyna spacerowali uliczkami Torunia. Ona rozglądała się ciekawie i odgarniała z twarzy włosy, on co chwila na coś wskazywał i opowiadał. Z jednej stron bruku mijali kamienice, z drugiej stare mury miasta. Nagle chłopak zatrzymał się i wskazał wkomponowany w mury budynek, mocno przechylony w stronę ulicy.
- To jest właśnie toruńska Krzywa Wieża… Kiedyś była jedną z baszt, ale nie pełniła żadnej funkcji obronnej, była jedynie pomocniczą strażnicą. Swego czasu było w niej nawet więzienie dla kobiet…
- A dlaczego jest tak przechylona?
- Najpewniej na skutek niestabilności gruntów, osunięcia ziemi czy czegoś podobnego. Ale są też z tym związane legendy… Jedna mówi o tym, że wieże została wzniesiona przez dwóch braci, którzy byli na siebie śmiertelnie obrażeni. Z tego powodu nie patrzyli ani na siebie, ani na to, co robi ten drugi, i dlatego właśnie ich praca ma dziś taki efekt… Za karę mieli do końca ż

ycia podpierać pochylone mury, a ich dusze tkwią w budynku po dzisiejszy dzień.
- A jest jakaś inna historia?
- Jest… znam jeszcze jedną, ciekawszą, związaną z zakonem krzyżackim…

***

Był taki czas, kiedy w toruńskim zamku mieszkało dwunastu rycerzy zakonnych. Jeden z nich wyróżniał się spośród reszty nadzwyczaj przystojnym wyglądem. Wzdychały do niego niemal wszystkie panny w mieście. Wszystkie też chciały go usidlić, ale on na żadną z nich nie zwracał najmniejszej uwagi, kiedy z wypiętą piersią i dumnie uniesioną głową spacerował po ulicach Torunia. Tak się jednak zdarzyło, że podczas jednaj ze swoich przechadzek rycerz ujrzał przepiękną, wprost nieziemskiej urody dziewczynę, w której zakochał się od pierwszego wejrzenia, zapominając o ślubach zakonnych, które składał. Zrządzeniem losu torunianka odwzajemniła jego uczucia. Na szczęście czy nieszczęście... czas miał dopiero pokazać.
Spotykali się potajemnie w różnych zaułkach miasta, dzięki czemu ich romans przez długi czas nie został odkryty. Nic jednak nie mogło trwać wiecznie. Pewnego razu para została zauważona przez mieszkańców, za których sprawą ta wieść szybko obiegła miasto. Nie ominęła również uszu Rady Miejskiej oraz krzyżackiego komtura. Karygodność tego czynu bulwersowała każdego, kara nie mogła więc ominąć nieszczęśników.
Dyskusje nad tym, które z kochanków ponosi większą winę trwały bardzo długo. W końcu uznano, że winni są w takim samym stopniu. Charakter tej znajomości był bowiem niegodny porządnej obywatelki miasta tak samo, jak rycerza zakonnego. Dziewczynie wyznaczono karę dwudziestu pięciu batów, która została wykonana na Nowym Mieście, przy bramie św. Jakuba. Krzyżakowi zaś komtur nakazał wybudować strażnicę, która byłaby odwzorowaniem jego postępowania. Dlatego też miała ona odbiegać od pionu tak samo, jak zachowanie kochanka odbiegało od reguły klasztornej. Rycerz wybudował więc wierzę, która przy wysokości piętnastu metrów była przechylona w stronę ulicy na piętnaście stopni. Krzywa Wieża do dnia dzisiejszego nietknięta stoi na swoim miejscu, przypominając o historii rycerza i jego niegodnym życiu.

***

Dziewczyna przyglądała się teraz budowli z większym zainteresowaniem, uważniej.
- Ładna historia.
- To jeszcze nie wszystko.
Chłopak poprowadził dziewczynę bliżej, tak, żeby jeszcze wyraźniej mogła zauważyć nachylenie strażnicy.
- Ponoć jest to miejsce, gdzie można sprawdzić swoją niewinność. Jeśli staniesz oparta plecami o mur, dotykając go piętami, wyciągniesz przed siebie ręce i wytrzymasz chwilę, to znak, że jesteś niewinna. Jeśli upadniesz, wtedy twoje sumienie jest nieczyste. Chcesz się przekonać?
Roześmiała się i poszła dalej, oglądając się przez ramię na dawną basztę i rozmyślając nad jej historią.
lol, też mam taki folder. znaczy kiedyś - ze trzy komputery temu - założyłem folder "moje gówna", bo "moje dokumenty" miałem na mniejszym dysku - systemowym - i już nic sie w nich nie mieściło, a okreslenia "moje pliki", "moje notatki", czy "moje grafiki" były za mało precyzyjne by nazwać to, co zamierzałem w owym folderze trzymac i to, na ile te rzeczy są mi niezbędne (czyli w sumei wcale). I tak ów pliczek sie rozrastał i teraz jest to jeden z najwiekszych na moim kompie. Szybko bowiem nabrałem maniery, że jak nie wiadomo, gdzie cos wrzucić, to do gówien. No i teraz mimo braku tam jakiegoś oprogramowania, czy innych gier, katalog waży sobie 13,4 GB :D A teraz tak przejrzałem pod natchneiniem Malki i znalazłem w nim... przygotowany na lekcje z polskiego w gimnazjum test gimnazjalny z motywem przewodnim "gladiatorzy" i tekstami źródłowymi z podreczniak do NS i gladiatora : P Pamietam, że mieliśmy takie warsztaty, że sobie nawzajem układaliśmy testy. Ale jak tak patrze, to musiałem cos pochrzanić, albo moze celowo pozmieniałem (nie pamiętam), bo brzmi inaczej, niż z podręcznika. Dla zaitneresowanych wersja niezmieniana w ogóle:

Gladiatorzy

[test gimnazjalny na podstawie wizji Stanów Zjednoczonych po wojnie nuklearnej zawartej w „Neuroshimie” Michała Oracza, Ignacego Trzewiczka i Marcina Blachy]

Tekst źródłowy I

Dzisiaj - po trzeciej wojnie światowej, życie jest zupełnie inne. Ludzie mają inne pasje, cele, liczą się inne wartości. Wiesz? Nie mamy już piłki nożnej, bejzbolu, ani koszykówki. Dzisiaj sport wygląda całkowicie inaczej. Dziś mówiąc o narodowym sporcie amerykanów, ma się na myśli walki na arenach. Sportowiec występujący na arenie nazywany jest zaś gladiatorem.
To, że żyje z mordowania innych, wcale nie musi oznaczać, że jest wojskowym. To, że od ostatnich piętnastu lat łamie ludziom karki, wbija w plecy kolce i ostrza, wcale nie musi oznaczać, że jest zły. To, że ostatniego przyjaciela zadusił jego łańcuchem, bo takie akurat było losowanie par turnieju, wcale nie musi oznaczać, że nie ma uczuć. To, że jest gladiatorem, musi natomiast oznaczać, że cholernie ciężko zrobić mu krzywdę. Także to, że zawzięty z niego peinkiler. Oraz to, że nawet, jeśli weźmie do ręki łyżeczkę do cukru, powinieneś czuć się tak, jakby trzymał w łapie miecz, bo potrafi zrobić krzywdę naprawdę każdym przedmiotem. Coś jeszcze? Na przykład to, że jeśli zmiażdżysz mu obojczyk, złamiesz rękę w dwóch miejscach i wbijesz bagnet w udo, absolutnie nie powinieneś sądzić, że z nim skończyłeś. Dlaczego? Bo jeśli cieknie mu posoka, to znaczy, że jego serce wciąż pompuje. A jeśli jego serce wciąż pompuje, to znaczy, że nadal jesteś w niebezpieczeństwie...

„Neuroshima” - opis Gladiatora

[1] Tekst opowiada o człowieku, który zajmuje się:
a) walką na froncie
b) słodzeniem cukru
c) walką na arenie
d) opatrywaniem ran i nastawianiem kości
[2] Którym z przedmiotów niekoniecznie potrafi posługiwać się opisana postać?
a) mieczem
b) łyżeczką do cukru
c) komputerem
d) łańcuchem
[3] Jakie odczucia wzbudza w czytelniku sylwetka opisanego człowieka?
a) dystans
b) śmiech
c) zazdrość
d) sympatię
[4] Słowo „peinkiler” to:
a) animizacja
b) neologizm
c) pleonazm
d) wyraz zapożyczony
[5] Ostatnie zdania znaczą tyle, co:
a) Skoro cieknie z niego coś dziwnego, to znaczy, że nie może być człowiekiem więc jest groźny mimo zadanych mu ran.
b) Skoro zadano mu ranę, to znaczy, że jest zdenerwowany i rządny zemsty wiec zaatakuje.
c) Skoro leci mu krew, to znaczy, że jego serce cały czas bije - nadal żyje i nadal może byće) groźny.
d) Nawet, jeśli go nie rozdrażnisz, może ci zrobićg) krzywdę.
[6] Postapokaliptyczne walki gladiatorskie nawiązują do:
a) średniowiecznych turniejów rycerskich
b) szlacheckich pojedynków słownych na sejmikach
c) starożytnych zawodów sportowych organizowanych przez Rzymian
d) zawodów StrongMen organizowanych współcześnie
[7] Jaki cytat najdokładniej oddaje świat gladiatorów?
a) „Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta.”
b) „Nie rób drugiemu, co tobie nie miłe.”
c) „Kto pod kim dołki kopie, ten sam w nie wpada.”
d) „Dwóch wchodzi, jeden wychodzi.”

Tekst źródłowy II

Crash, czyli Halabarda Spike’a - wiem, że brzmi, jak nazwa jakiegoś artefaktu, ale co z tego? To po prostu zakręcony wynalazek, jedyny w świecie, unikat. Biały kruk, rzekłbym. Jak to wygląda? A wiesz, jak wygląda glewia? Taka włócznia z długim, półksiężycowym ostrzem. No to masz już pół Halabardy Spike’a. Ten świrus dołożył drugie takie ostrze na przeciwległym końcu. Ostrza ustawione są tak, że jak jednym celujesz w niebo, to drugim w ziemię. Łapie się ją po środku i kręci nad głową, czaisz? I wyobraź sobie, że to wcale niegłupie - jak z rozmachu nie trafisz jednym ostrzem, to możesz poprawić drugim, po półobrocie. Kij ma długość trzech metrów, więc jak się zamachniesz, to nie będzie, co zbierać.

„Gladiator: zbrojownia”

[8] Opisany przedmiot, to
a) włócznia z długim, półksiężycowym ostrzem
b) halabarda
c) dwa ostrza od glewii zamontowane na przeciwległych końcach długiego trzonka
d) łyżeczka do cukru z podwójną łopatką
[9] Crash został nazwany „białym krukiem”, ponieważ
a) obracany nad głową przypomina skrzydła ptaka
b) jest trudno dostępny
c) łatwo zadaćd) nim rany
e) jest biały
[10] W tekście II nawiązany zostaje kontakt z czytelnikiem poprzez:
a) nagromadzenie frazeologizmów ekspansywnych
b) liczne bezpośrednie zwroty do czytelnika
c) wulgaryzmy
d) nawiązanie do Biblii
[11] Halabarda to:
a) miecz półtoraręczny używany w okresie baroku przez szlachtę europejską
b) lekka kopia używana przez husarię
c) glewia - broń ciężkiej jazdy pruskiej z czasów renesansu
d) długi trzonek uzbrojony w półkoliste ostrze, jak w toporze, i ostry szpikulec - jak we włóczni
[12] Ostrze glewii zostało scharakteryzowane jako pólksiężycowe. Miało to na celu
a) podkreślenie przejrzystości ostrza i jego połysku
b) przybliżenie czytelnikowi kształtu ostrza
c) retardację
d) wywołanie w czytelniku uczucia niepewności, zbudowania nastroju
[13] Kim jest Spike?
a) gladiatorem
b) wynalazcą Crasha
c) mechanikiem
d) autorem tekstu II
[14] „...jak się dobrze zamachniesz, to nie będzie, co zbierać.” - druga część wypowiedzenie odnosi się do
a) Spike’a
b) kogoś, kto walczy Crashem
c) kogoś, kto zostanie zaatakowany Crashem
d) cukru
[15] Artefaktem nie był następujący przedmiot:
a) Święty Grall („Legenda o Świętym Grallu”)
b) Jedyny Pierścień („Władca Pierścieni”)
c) Lutnia Jaskra („Wiedźmin”)
d) Skrzydlaste Sandały („Mit o Hermesie”)

[16] Z tekstów I i II wypisz trzy nazwy broni, którą mogli by posługiwać się gladiatorzy.

.................................................................................................................................................

[17] Napisz, jakie wydarzenie miało związek z zakazaniem walk gladiatorskich na przełomie starożytności i średniowiecza?

.................................................................................................................................................
.................................................................................................................................................

[18] Sformułuj archetyp gladiatora zawierający po dwie wytyczne odnośnie wyglądu, mentalności i umiejętności.

................................................................................................................................................. ................................................................................................................................................. .................................................................................................................................................

[19] W dwóch-trzech zdaniach wyjaśnij, co symbolizuje łyżeczka w rękach gladiatora?

................................................................................................................................................. ................................................................................................................................................. .................................................................................................................................................

[20] Podkreśl te dzieła, w których nie pojawił się motyw walk na arenie.

„Quo Vadis”, „Antygona”, „Uczniowie Spartakusa”, „Biblia”, „Boska komedia”, „Krzyżacy”, „Opowieść o Maximusie”
Jak budowano wielkie warownie krzyżackie?

Choć od czasu, kiedy zamki w Malborku, Radzyniu czy Gniewie zamieszkiwane były przez rycerzy z Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie, zwanych krzyżakami, minęło już kilkaset lat, ich siedziby wciąż zachwycają swoim wyglądem. O tym, w jaki sposób budowano wielkie warownie krzyżackie i jakie funkcje pełniły te budowle opowiadała podczas 12. Festiwalu Nauki w Warszawie mgr Ewa Korpysz z Instytutu Historii Sztuki Uniwersytetu Warszawskiego.

Warownie wzniesione przez rycerzy Zakonu Krzyżackiego pełniły różnorodne funkcje. Były przede wszystkim siedzibami komturów oraz twierdzami granicznymi, które wykorzystywano jako strażnice do obrony terytorium zakonu. Jak przypomina Ewa Korpysz, największe i najciekawsze pod względem architektonicznym zamki wznoszono dla potrzeb konwentów. Zamieszkiwali w nich zbrojni rycerze - zakonnicy.

Pierwsze zamki krzyżackie na terenie obecnej Polski powstały w XIII wieku, po sprowadzeniu Krzyżaków do Polski w 1226 roku. "Początkowo zakonnicy wykorzystywali zastane umocnienia drewniano- ziemne, w których lokowali swoje obozy - opowiada historyk sztuki z UW. Obozy te spełniały zarówno funkcje zbrojne strażnicy, jak i uwzględniały potrzeby konwentu, tzn. znajdowało się tu miejsce do modlitwy i kontemplacji - najważniejsza część klasztoru.

Jak mówi Ewa Korpysz początkowo trudno mówić o regularnych formach tego budownictwa. "Do roku 1230 właściwie nie ma przekazów co do tego, jak te budowle wyglądały. Pierwszym obiektem, który jest w jakiś sposób udokumentowany jest warownia w Toruniu" - opowiada. Warownia ta zbudowana została w II połowie XIII wieku na prawym brzegu Wisły, na miejscu wcześniejszego grodu. Zniszczona została w 1454 roku. Dopiero w XX wieku udało się wyremontować część murów i pomieszczeń.

Po 1230 roku nastąpiła ekspansja poszczególnych grup krzyżackich na tereny ościenne, zwłaszcza na teren Ziemi Chełmińskiej. "Krzyżakom przestały wystarczać grody drewniano-ziemne, które zasiedlali. Zaczęli myśleć o wznoszeniu bardziej regularnych i trwałych siedzib, które z jednej strony byłyby strażnicami, a z drugiej strony pełniłyby funkcje placówki administracyjnej na danym terenie oraz zasadniczą funkcję - klasztoru" - opowiada badaczka.

Jak mówi, do takich celów najbardziej wygodny jest plan regularnego czworoboku, który zawierałby w swoich zarysach wszystkie najważniejsze pomieszczenia potrzebne w klasztorze i w zamku.

Siedziby te rozbudowywano z upływem czasu. Najważniejsze i najstarsze w literaturze fachowej nazywane są wysokimi (kolejne budynki, jakie dostawiano do niektórych zamków wysokich nazwano zamkami średnimi i niskimi).

Zamek komturski był budowlą trzykondygnacyjną. Na parterze znajdowały się pomieszczenia gospodarcze. Na pierwszym piętrze umieszczano kaplicę - najważniejsze pomieszczenie zamku zakonnego. Tu także znajdowały się kapitularz - sala narad; refektarz - wspólna jadalnia; dormitorium- wspólna sypialnia oraz infirmeria- sala pełniąca rolę szpitala. Dodatkowym pomieszczeniem była sypialnia komtura. Na tym piętrze były także izby dla gości.

Drugie piętro pełniło funkcje obronne. Od strony dziedzińca gromadzono broń i zapasy żywności, natomiast od zewnętrznej strony murów znajdował się ganek obronny.

Mury budowano szerokie, z małymi okienkami strzelniczymi, większe okna umiejscawiano od strony dziedzińca.

Wokół zamku, pod dachem budowano ganek, spełniający funkcje obronne i obserwacyjne. Do zamku prowadziła tylko brama usytuowana najczęściej w jednym z naroży. Brama była poprzedzona mostem zwodzonym, a wejście dodatkowo zabezpieczano kratą, tzw. broną. Nad bramą niekiedy budowano wykusze, które wspomagały obronę - w tym miejscu wyrzucano na atakujących wrzątek lub gorącą smołę.

Naroża zamku wyposażone były w wieżyczki, które umożliwiały obserwację terenu dookoła zamku. Pełniły także funkcję dekoracyjną. W obrębie murów znajdowała się wieża ostatecznej obrony oraz wieże zwane gdaniskami, które pełniły funkcje toalet. "Takie wieże zachowały się w Malborku i Kwidzynie" - przypomina.

"Taką formę prezentują właściwie wszystkie zamki komturskie, z których najciekawsze to: zamek w Gniewie, zamek w Radzyniu Chełmińskim, zamek w Golubiu-Dobrzyniu oraz zamek wysoki w Malborku - późniejsza siedziba wielkiego mistrza" - mówi Ewa Korpysz.

Jak wyjaśnia, obok tych ogromnych zamków, które pełniły funkcje klasztorów, istniała cała sieć zamków prokuratorskich i strażnic granicznych, które miały bronić dostępu do wnętrza państwa krzyżackiego. Ten typ budowli reprezentują np. zamki w Nidzicy, Pasłęku czy zamek w Bezławkach, przekształcony później w świątynię.

"Obok zamków komturskich i tych, które pełniły funkcje strażnic, istniała także sieć zamków związanych z rozbudowującą się siecią parafii na tym terenie" - opowiada historyk sztuki.

Na wniosek wielkich mistrzów i mistrzów Stolica Apostolska powołała tu cztery diecezje: diecezję pomezańską ze stolicą w Kwidzynie, diecezję warmińską ze stolicą w Olsztynie, diecezję królewiecką ze stolicą w Królewcu oraz diecezję chełmińską ze stolicą w Chełmży.

W związku z powołaniem diecezji powstała sieć zamków, które były rezydencjami biskupów i siedzibami kapituł katedralnych. Często, jak tłumaczy Ewa Korpysz, były to budowle, które w wierny sposób naśladowały zamki komturskie.

Do współczesnych czasów najlepiej zachowały się zamki w Lidzbarku Warmińskim, Reszlu, Olsztynie oraz Kwidzynie.

***

W dalszej części wykładu historyk UW opowiedziała szczegółowo o kilku zamkach krzyżackich. Wykład był bogato ilustrowany zdjęciami dawnych siedzib zakonnych.

PAP - Nauka w Polsce, Bogusława Szumiec-Presch

Artykuł + zdjęcia
Krzyżak z Jasińca
Jacek Konikowski
Puls Biznesu, z dn. 26.10.2007, str. 22

Krzyżak z Jasińca
Ruiny zamku. Artur Miernik, młody architekt z Warszawy, chce tchnąć w nie rycerskie życie.

Pół wsi u Krzyżaka pracuje. Zamiast budowlańców. Kiedyś jeden przyjechał, pokręcił nosem i odjechał. Bo niby jak do muru dostawić rusztowania. Nie da się. Miernik, czyli Krzyżak, zwołał chłopów i postawili - po rzymsku, jak przed wiekami.

- Do Krzyżaka? Za sklepem w lewo i polem. Samochodem nie przejedzie - zapewnia jegomość na rowerze.

W sklepie Krzyżaka znają. Przychodzi tu, jak bywa w zamku. Dzieciakom podoba się jego mercedes.

- Dziwak trochę. Bo kto zdrowy kupiłby kupę gruzu. Cegły stamtąd mokre i do niczego niezdatne, nawet na stodołę, a on pałac chce budować - dziwi się facet w kaloszach.

- Zamek nie pałac - poprawia inny.

- Zamek, pałac, jedna ruina - konstatuje jegomość w gumiakach.

Tartak w Biłgoraju

Artur Miernik projektuje wielki tartak za 40 mln złotych. Gigant. Najnowocześniejszy w Europie. Komputery będą cięły kłody z łatwością temperówki. Miernik pokazuje rysunki w laptopie. Kolorowe linie tworzą projekt. Ładnie wygląda. Potem fotografie. I tragedia. Bo tartak ma stanąć tam, gdzie 20 lat temu planowano budowę mleczarni. Budynek nie wygląda pięknie. Prawie ruina. Ale Miernik widzi w niej nowoczesny zakład.

Kolejne rysunki, oczyszczalnia ścieków w Warce, plany supermarketów, jakieś hale produkcyjne, biurowce, nawet dworki i pałace. Centrum handlowe na Pradze, wnętrza zarządu PKO BP na Sienkiewicza, Zakłady Farmaceutyczne Polfa, lista jest długa. Miernik ze swadą architekta opowiada o nich tak, jak opowiada się dzieciom bajki. Ma 35 lat i od niedawna własną pracownię projektową. Mieszka w Warszawie. Marzy o domu na wsi, zadowala się mieszkaniem w bloku, który sam projektował.

Na studiach złapał bakcyla do rekonstrukcji starych budowli. Pracę magisterską poświęcił odbudowie zamku królewskiego w Tykocinie na Podlasiu. Tym samym, w którym Zagłoba przehandlował Niderlandy i który 5 lat temu, również dzięki Miernikowi, odbudował prywatny przedsiębiorca budowlany z Białegostoku.

Mój zamek

Za wsią skręcamy w prawo, wedle instrukcji jegomościa w oficerkach. Wertepy. Obok Jezioro Zamkowe. Utworzyli je Krzyżacy. Mijamy stare dęby. Łąka, a na jej skraju wzgórze porośnięte drzewami. Na wzgórzu posępne ceglane ruiny. Przy stercie desek uwija się Miernik. Na nasz widok z robotnika zmienia się w gospodarza. Pod murami zamku pijemy kawę z imbryka.

- Kiedy przyjechałem tu pierwszy raz, nawet ruin nie widziałem. Tylko drzewa i krzaki. Sztuką było się dostać do środka przez chaszcze. Musiałem wyciąć ponad sto drzew, a na każde dostać zgodę. W środku jeszcze gorzej, ruina totalna. Teraz to co innego. Widzi pan te dęby obok zamku? Też zabytki. Leon Wyczółkowski umieścił je na kilku swoich litografiach - pociesza Miernik.

Wszystko zaczęło się cztery lata temu od ogłoszenia w gazecie. Syndyk prywatnej firmy produkującej meble i długi chciał się pozbyć ruin zamku.

- Przypadek, że tego dnia akurat sięgnąłem po gazetę, mimo że o zamku myślałem od dawna. Ale szukałem czegoś bliżej Warszawy lub na Podlasiu. Owszem można znaleźć, tylko że albo drogo, albo nie wiadomo, kto jest właścicielem, albo bez smaku i nuty romantyzmu. A tu nagle mały, romantyczny zamek w Borach Tucholskich z historią sięgającą XIII w. - mówi Miernik.

Chłopi we wsi mieli rację. Zamek to kupa gruzu. Bez dachu, okien. Wyobraźnia rozpaczliwie maluje kolejne obrazy tego, w co mogłyby zamienić się w przyszłości. Na próżno. Z tego nic nie będzie. Stracona droga, stracony czas. Nie prościej i szybciej byłoby zamek zbudować od zera?

- Jasne, że prościej, wystarczy projekt. Tu jest inaczej. Jest oryginał. Ruiny łącznie z piwnicami mają 15 m wysokości. Teren nigdy nie był badany, dziewiczy. Z zapisów wynika, że w 1254 r. stał tu zamek kamienny, ale nie wiadomo, co jest wcześniej. Ze zdjęć satelitarnych wychodzą konstrukcje przedsłowiańskie. Dopóki nie przekopię całej góry zamkowej, nie podejmę decyzji o sposobie budowania - mówi Miernik.

Pogmatwane dzieje

Zamek w Jasińcu to niewielki prostokąt 23 na 13 metrów i wysoki na 30 metrów, zbudowany z kamienia i cegły. Coś jak obronna wieża na wyspie. Niegdyś czterokondygnacyjny, z wieżą bramną, otoczony murem z otworami strzelniczymi. Była fosa, drewniane podzamcze i dwa zwodzone mosty. Niewiele z tego zostało. Najciekawsza jest jego historia. W średniowieczu Jaschinnitz Schloß pełnił funkcję granicznego grodu kasztelańskiego przy szlaku handlowym z Polski do Pomezanii. W 1308 r. kupili go Krzyżacy. Po bitwie pod Grunwaldem, pod pobliskim Koronowem rycerze stozyli drugą bitwę. Bez gawiedzi i pospólstwa, po rycersku - jeden na jednego. Historycy mówią o niej "drugi Grunwald". Polacy ostatecznie przejęli zamek w 1454 r. W czasach renesansu zamek został pałacem. Do dzisiaj zachowały się renesansowe okna. Potem przyszli Prusacy i zamienili go w zbór ewangelicki i opuścili w 1847 r. Na tym jego historia się kończy, od 150 lat popadał w ruinę. Od 1936 r. zamek wraz z terenem jest zabytkiem klasy A. Miernik zamierza go zrekonstruować w stylu gotycko-renesansowym na podstawie zachowanych XVI-wiecznych opisów budowli.

- Coś jest nie tak, że taki zamek stoi i niszczeje, no nie? - dziwi się Miernik.

Kafel biskupa

Wewnątrz zamek wygląda nieco lepiej niż od strony jeziora. Gmatwanina rusztowań i wykopów archeologicznych. Praca wre.

- Oczyściliśmy wnętrze i schodzimy do piwnic. Wynieśliśmy stąd ponad 170 ton gruzu i śmieci. Teraz czyścimy koronę murów. Dźwigu nie dało się ustawić. Musieliśmy postawić rusztowania. Metodą rzymską, wolno stojące, bez wzmocnień zewnętrznych i kotew do murów. Mury na górze są słabe. Na rusztowaniu postawimy niedługo tymczasowy dach. Przez dwa lata mury wyschną i zaczniemy rekonstrukcję - obiecuje Miernik.

My? Czyli on i okoliczni chłopi. Dwa lata Miernik ich szkolił, pokazywał, co i jak. Teraz mają satysfakcję, że robią coś, czego nikt przed nimi nie robił. A do tego zarabiają.

Mijamy stertę cegieł.

- Sprowadziłem je z Zielonej Góry. Mają co prawda 250 lat, ale kształtem i wyglądem przypominają renesansowe. Przydadzą się przy rekonstrukcji. Efekt musi być zbliżony do oryginału - mówi Miernik.

Schodzimy do pozostałości piwnic.

- Prawdopodobnie mieścił się tu średniowieczny karcer - uważa Miernik, wskazując na pozostałości jednego z pomieszczeń.

Po chwili pokazuje starą kamienną studnię odkopaną przez archeologów. I bruk ułożony przez Krzyżaków. Co jeszcze znajdzie?

- Każdy tydzień przynosi niespodzianki. Telefon od archeologów oznacza kolejną sensację. Chociaż niedawno przysłali mi zdjęcie małej dziury w ziemi. Było tak zrobione, że wziąłem ją za studnię. Okazało się, że to zdjęcie otworu sondażowego - mówi Miernik.
Od dwóch lat archeolodzy przeczesują zamek. Znaleźli mnóstwo ceramiki, groty strzał, tysiące kafli. Ale najciekawszym dotychczas znaleziskiem okazał się ceramiczny kafel piecowy z XV w., z herbem biskupim. Skąd ten herb na kaflu z Jasińca, skoro żaden biskup tu nigdy nie mieszkał? Miernik sądzi, że gdzieś tu, być może na podzamczu, przed wiekami produkowano kafle na zamówienie. Jak się uda, odbuduje z nich XV-wieczny piec.

Ile takich skarbów, ile niespodzianek skrywa jeszcze Jasiniec? Zapewne wiele. Ale jedno jest pewne już teraz - prawdziwego skarbu tu nie ma, choć niektórzy okoliczni mieszkańcy sądzą inaczej.

- Znając Prusaków, toby ich nie zostawili. Ale jest tajemniczy tunel. Prowadzi z zamkowych piwnic do sztucznie usypanej wyspy na jeziorze. Widać go na zdjęciach satelitarnych. W średniowieczu takie tunele pełniły funkcje obronne - mówi Miernik.

Wizja wielkości

Miernik ma wyobraźnię. W miejscu dzisiejszych ruin widzi hotelik, knajpkę, kawiarnie i wszystko, co potrzeba dla współczesnych rycerzy, aby tu, pod murami Jasińca toczyli bitwy i kruszyli kopie w turniejach. Taki jest plan. Za 20 lat. Bo śpieszyć się nie zamierza.

- Zależy, kto jak do tego podchodzi. Robię to z pasji, chcę tam odbudować rycerstwo, organizować turnieje, bitwy, pokazy, zamek zacznie żyć swoim rytmem. Będzie zbrojownia, stajnia, instruktorzy fechtunku. Każdy poczuje, jak to jest być rycerzem. Będzie kopia średniowiecznego działa, z którego nauczymy się strzelać - wylicza Miernik.

Po godzinach uczestniczy w szkole fechtunku Lorica, jednej z dwóch w Polsce. Szablą ułańską czy floretem francuskim wywija równie sprawnie, co szpadą pojedynkową czy pięciokilowym mieczem. Miecze średniowieczne to jego konik. Pokazuje jeden, szczególny. Waży 5 kilogramów, długi prawie na 2 metry. Miernik włada nim biegle.

- Kuto go na moje zamówienie 90 dni, niemal non stop. Jest wielki i ciężki. Służył lancknechtom do zwalania rycerzy z koni. Przetnie każdą zbroję. Jak rycerz dobrze się zamachnął, to nie było takiego kozaka, który by przed nim się obronił, bo uderzenie jego końcówką ma siłę prawie jednej tony. W średniowieczu kosztował równowartość kilku wiosek - chwali się Miernik.

O mieczach opowiada z równą euforią co o zamku.

- Nie wyobrażam sobie, żebym miał zamek, a nie potrafił władać mieczem - dodaje Miernik.

Rycerz bez kasy

Obie pasje architekta słono kosztują. Zwłaszcza ta ostatnia. Za ćwierćhektarową działkę z ruinami Miernik dał niewiele. Ale odbudowa pochłonie majątek. Miernik, mimo że wzięty architekt, kokosów nie zarabia. Dotacji z gminy czy z Unii też nie dostał. Więc skąd kasa?

- Kto wchodzi w taki interes, nie może być jedynie biznesmenem, musi być zapaleńcem, który nie robi tego dla pieniędzy, lecz z uwielbienia do swej pasji. Ciężkiej kasy nie mam, dlatego robimy to systemem gospodarczym. Marzenia realizuje łyżeczką, nie chochlą. Mam świadomość, że na rezultat przyjdzie poczekać kilkanaście lat. Zresztą nawet gdybym miał worek pieniędzy, to robota i tak nie posunęłaby się dużo szybciej. To nie budowa willi pod miastem. Wpierw trzeba zbadać, co się buduje, analizować i decydować, co dalej. Stopniowo. Nie można podejmować decyzji ostatecznych. Co tydzień wiem o tym zamku coraz więcej - mówi Miernik.

Miernik ma zapał w oczach. Czy zapału tego nie gasi tutejszy konserwator zabytków? Na warszawskiej starówce, żeby okna wymienić w kamienicy, trzeba tony papierów i podań do konserwatora, więc przy zamku problemów jest zapewne bez liku.

- Zezwolenia mam praktycznie na telefon - odpowiada Miernik.

Pewnie ma chody.

- Żadnych. Praca z konserwatorem wygląda tak: on stawia warunki, ja szperam w jego dokumentacji i zazwyczaj do tego, co on powie, dorzucam jeszcze drugie tyle. Skutek taki, że czasami ma mnie po prostu dosyć. Nabrał do mnie zaufania, bo wie, że nie odstawiam tu cepelii - zapewnia Miernik.

Wielki mistrz

Wracamy do Warszawy. Miernik wciąż jednak nie przestaje zaskakiwać.

- Mam w planie spotkanie z wielkim mistrzem zakonu krzyżackiego - mówi.

Zakon jeszcze istnieje?

- Nigdy nie został rozwiązany. Dom zakonny stoi w Wiedniu przy Singergasse 7, a w nim większość zabytkowych księgozbiorów. Współcześni Krzyżacy zajmują się działalnością charytatywną. Plan jest taki, żeby wielkiego mistrza zaprosić do Jasińca. Może coś z tego wyjdzie - ma nadzieję Miernik.

Pół drogi rozmawiamy jeszcze o zamku, marzeniach i planach, rycerzach i średniowiecznych zwyczajach rycerskich. Do czasu, gdy zupełnie przypadkowo wchodzimy na temat starych samochodów. I kolejne zaskoczenie. Znowu błysk w oku Miernika, gdy opowiada o mercedesie 1500A z 1928 r., używanym przez Africa Corps, o wiekowych fordach i oplach. Ich historie są jak zamek - wciąż niedokończone. Na finał czekają zakonserwowane w stodole gdzieś na Podlasiu. Bo teraz zamek to priorytet.
Góra zamkowa pod Szurpiłami

Na północ od Suwałk wznoszą się mniejsze i większe pagórki, których wygląd sugeruje, iż usypane zostały ręką ludzką. Dlatego miejscowy lud nazywał je górami sypanymi albo - z litewska - piłokalniami. I otaczał je pewną czcią. Nie tykał ich pług rolnika, zieleniły się więc wśród pól ornych niby wianki złożone przez potomność na cmentarzu przodków. Czasem jakiś podróżny przyglądał się w zadumaniu tym samotnym wzgórzom o dziwnych kształtach, to orzeł wędrowny lubił na nich odpocząć, a pastuszek wiejski wygrywał na fujarce wierzbowej swoje ulubione melodie. Nie kiedy jakiś badacz wdzierał się na kopiec, mierzył go, rysował zaglądał do wnętrza i wydzierał zeń prochy w urnach zamknięte. Przeszłość tych kopców i zawartość ich wnętrza budziły od dawna zainteresowanie ludu. Na ich temat krążyły różne opowieści.

Między jeziorami Szurpiły, Jeglówek i Tchliczysko stoi góra zwana Zamkową albo Zamczyskiem. Dawni mieszkańcy sąsiednich wsi wierzyli, że usypana została przez ludzi, a dawno, dawno temu znajdował się na niej zamek książąt litewskich, zbudowany dla obrony przed Krzyżakami. Do niedawna najstarsi ludzie pamiętali jeszcze ślady trzech bram zamkowych, lochy podziemne i pozostałości warowni. Przez wiele lat okoliczni chłopi wyorywali pod Górą Zamkową kości ludzkie, groty strzał mosiężne łańcuchy. Na polach wsi Wodziłki i Szurpiły znajdowano "liczne lance, jakby po całym hufcu zbrojnego ludu". Jakiś włościanin wykopał znaczną ilość pieniędzy w złotych sztabkach, a nie bardzo wiedzą, co z nimi zrobić sprzedał je za bezcen niemieckiemu koloniście, zaś ten i kilku Żydów nieźle się na tym wzbogacili. Podobno wigierscy kameduli wydobyli z Góry Zamkowej ukryte w niej skarby. W dwieście lat później właściciel folwarku Jeglówek, rolnik i sławny w okolicy lekarz, pan Zdanowicz, znalazł szczątki zbroi z brązu i przedmioty ze złota misternej roboty, także łańcuch srebrny, pancerz i strzały żelazne, czterokoniczaste.

W okresie średniowiecza, już po upadku Jaćwingów, ich ziemie porosły dziką puszczą. Stał się obiektem pożądania zarówno Litwinów, jak i Krzyżaków. Okrutni rycerze z czarnymi krzyżami na płaszczach organizowali częste wyprawy na te tereny i dalej - na Litwę. Aby uchronić swój kraj przed napadami wojowniczych zakonników, budowali Litwini na pograniczu, na wszystkich traktach i w innych ważniejszych miejscach, zamki i twierdze, które miały zatrzymywać wroga. Tak powstawały owe góry sypane, czyli piłokalnie. Były strome, w kształcie stożka, z dwoma albo trzema wałami tworzącymi jakby piętra. Wał wzmacniano kamieniami, a wokół płynąca rzeka albo oblewające górę jezioro czyniły ją niedostępną. Do ważniejszych wówczas twierdz należały Szurpiły.

Był to gród wielki, rozpościerający się na trzech górach: Zamkowej, Kościelnej i Cmentarnej. W pewnej odległości od nich znajdowały się trzy inne góry pełniące funkcje strażnic. Były to: góra Krzemieniucha, Góra Cisowa i góra pod Dzierwanami. Na wierzchołkach tych gór-strażnic przebywali wartownicy. Gdy wypatrzyli obce wojska, zapalali ognie, dając tym znak zamkowi o zbliżającym się niebezpieczeństwie. Do grodu należały sąsiednie jeziora oraz osada Targowisko z dużym placem, na którym odbywały się targi. Zjeżdżali tu kupcy z bliższych i dalszych okolic. W pobliżu zamku była usypana na jeziorze Szurpiły wyspa, dziś zwana Pustelnią prawdopodobnie miejsce rozrywek dla załogi. Krzyżacy patrzyli zazdrosnym okiem na Szurpił. Podczas jednej z wypraw na pogańską Litwę napadli na gród, zdobyli go i spalili. Podczas następnej wyprawy zajęli go powtórnie. Zapewne wówczas zbudowali tu kościół. Zamek przechodził z rąk do rąk. Ostatecznie - pod naporem wojsk księcia Witolda - Krzyżacy opuścili Szurpiły, które odtąd znalazły się pod panowaniem litewskim. Według podania gminnego, w zamku szurpilskim zamieszkiwał król Jagiełło, gdy zjeżdżał w te strony na łowy. Jak wiadomo, okolica pokryta była wówczas dziką puszczą i obfitowała w grubego zwierza. Po zamczysku nic nie pozostało albo go wcale nie było. A może był na którejś z sąsiednich gór?

Inne podanie ludowe mówi, że oprócz Szurpił był jeszcze drugi zamek, który znajdował się na górze zwanej Krzemionka (dziś Krzemieniucha). Roztaczał się z niej rozległy widok w promieniu kilkunastu kilometrów. Otóż dwie rodzone siostry, dziedziczki sąsiadujących ze sobą dóbr Szurpiły i Krzemionka, mieszkając w swych zamkach wybujałych ponad lasy i góry, miały zwyczaj zasyłać sobie pozdrowienia na dzień dobry powiewaniem białych chustek z wysokości wież zamkowych. Dobra ziemskie Szurpiły były bardzo rozległe; zajmowały blisko pięćset włók litewskich (w tym siedem jezior) i sięgały aż do wsi Słupie nad jeziorem Wigry. Na wschodnim ich krańcu, od wsi Walne do Słupia, ciągną się wał graniczny (stąd nazwa pierwszej wsi), który był wysokim na parę stóp nasypem. Mieszkańcy tych okolic utrzymują, iż na wprost wału dotykającego brzegów Wigier znajduje się wbity w wodę pal (słup, stąd nazwa drugiej wsi), pod którym umieszczona został skrzynka żelazna, a w niej dokument opisujący szczegółowo rozległość i granice dóbr Szurpiły należących niegdyś do rod Kiewliczów. Ci ostatni procesowali się przez wiele lat z urzędnikami królewskimi o prawo do własności dóbr. I był to podobno najdłuższy proces majątkowy w Rzeczypospolitej.

Brak źródła
Na terenie Polski bytowały kiedyś jaskiniowe lwy, hieny i słonie leśne. To właśnie w naszym kraju, niedaleko Konina, odnaleziono szczątki największego słonia świata.
To w warszawskim muzeum można zobaczyć najlepiej na świecie zachowaną czaszkę nosorożca leśnego, a w krakowskim - jedyne w świecie zaimpregnowane ciało tego gatunku nosorożca. Nie tylko mamuty, ale i wiele innych wielkich ssaków zamieszkiwało Polskę w epoce lodowcowej. Tajemnice ostatnich zlodowaceń przedstawił młodym uczestnikom XI Festiwalu Nauki dr Gwidon Jakubowski z Muzeum Ziemi PAN w Warszawie.

"Paleontologia jest nauką o starych zwierzętach. Paleo oznacza stare, onto - zwierzę, zaś logia to nauka" - tak dr Jakubowski rozpoczął wycieczkę po lodowcowej krainie, na którą warszawskie Muzeum Ziemi zaprosiło kilku- i kilkunastoletnich miłośników naukowej przygody.

Jak wyjaśnił paleontolog, dwa miliony lat temu, w Plejstocenie, nastąpiło wielkie oziębienie klimatu. Temperatura powietrza spadła o 5-7 stopni Celsjusza, co spowodowało wystąpienie odmiennego niż wcześniej układu wiatrów. Pojawiły się obfite opady; niecały milion lat temu śniegi pokryły tereny obecnej Polski. W wyniku splotu tych wszystkich okoliczności nastąpiła epoka lodowcowa.

"Lądolody wkraczały do Europy aż osiem razy. Pomiędzy zlodowaceniami występowały interglacjały - to właśnie w tych okresach rozwijała się flora i fauna. Pomiędzy ostatnimi zlodowaceniami - zlodowaceniem Wisły i zlodowaceniem Warty - nastąpił interglacjał eemski" - mówił doktor.

Jak wyjaśnił, na terenie Polski panował wówczas wilgotny klimat. Rosły tu drzewa, które dziś spotyka się w dużo cieplejszych rejonach świata. To właśnie wtedy po terenach dzisiejszej Polski spacerowały olbrzymie słonie leśne. I to właśnie na terenie Polski, w okolicach Konina we wsi Jóźwin, odnaleziono skamieniałe szczątki największego słonia na świecie. Znaleziony tu słoń leśny (Palaeoloxodon antiquus) mierzył około 4,5 metra. Dla porównania - obecnie żyjące słonie indyjskie osiągają wysokość 3 metrów, a największe słonie afrykańskie mają 3,70 metra wysokości. Niestety, szkielet odnaleziony na terenie kopalni węgla został niemal całkowicie zmiażdżony przez pokaźnych rozmiarów koparkę.

Również w Warszawie, na Woli przy ulicy Leszno, wykopano skamieniałości słonia leśnego. Niestety, jak opowiadał dr Jakubowski, robotnicy, którzy zajmowali się wkopywaniem rur w ziemię, rozbili większą część znaleziska kilofami. Kiedy paleontolodzy dotarli na miejsce, pracownicy tłumaczyli, że sądzili, iż był to szkielet konia. Na miejscu znaleziono 40- centymetrowego zęba owego "konia".

"W Polsce żyły również nosorożce leśne. Na całym świecie znaleziono tylko osiem czaszek tych zwierząt. Cztery z nich zniszczono podczas bombardowań w Niemczech, zostały jedynie eksponaty w muzeach w Warszawie, w Berlinie, w Rzymie i w Sankt Petersburgu" - wymieniał paleontolog. Przekonywał, że warszawska czaszka, którą mogli obejrzeć uczestnicy prezentacji, jest najlepiej zachowana.

Doktor uzupełnił prezentację owej skamieniałości ciekawostką. Oto nosorożec leśny zwany jest także nosorożcem Mercka. Naukowiec o tym nazwisku potrafił odtworzyć wygląd całego zwierzęcia mając do dyspozycji jedynie niekompletną czaszkę. Późniejsze znaleziska dowiodły, że nie mylił się w swoich analizach - znaleziony szkielet wyglądał dokładnie tak, jak na jego rysunkach.

Dr Jakubowski wspomniał również o turach występujących licznie w czasie zlodowaceń. Dożyły one czasów współczesnych. W interglacjale eemskim żyło również wiele zwierząt, które można i dziś odnaleźć na wolności: niedźwiedzie brunatne, kuny, borsuki, łosie, jelenie.

"Kiedy już na ziemiach polskich panowali królowie, tylko oni i ich rycerze mogli polować na tury. W +Krzyżakach+ jest scena, kiedy przed bitwą Jagiełło wysyła swoich ludzi, aby upolowali turów i żubrów na mięso dla wojska" - przypomniał naukowiec.

Jak stwierdził paleontolog, zlodowacenie Wisły - ostatnie ze zlodowaceń skandynawskich - pozostawiło najwięcej śladów. To ono jest "odpowiedzialne" za wzgórki i jeziora w północnej Polsce. Na osady polodowcowe składają się głazy, żwirowiska, mułki, iły, gliny i lessy. To lodowiec ukształtowały gołoborza Gór Świętokrzyskich, pojezierza Suwalszczyzny i wąwozy lessowe w Kazimierzu Dolnym. Wraz z lodem pojawiły się "wędrujące" głazy narzutowe - eratyki.

Dr Jakubowski nie zapomniał przedstawić słuchaczom flory epoki lodowcowej. Jak zaznaczył, w okresie zlodowaceń Polskę pokrywała tundra, która jedynie latem, czyli na dwa miesiące, zieleniała i kwitła. Pojawiały się wówczas bajecznie kolorowe krzewinki. W Tatrach do dziś znaleźć można relikty epoki lodowcowej, np. dębik ośmiolistkowy. Również po lodowcu pozostała brzoza karłowata - krzew zupełnie odmienny, od drzewa, które znamy pod nazwą brzozy.

W lasotundrach żyły zwierzęta przystosowane do trudnych warunków. Miały grube futro, duże stopy, na karku - zapas tłuszczu w postaci garbu. Wśród tych zwierząt warto, za doktorem Jakubowskim, wymienić mamuta (Mamuthus primigenius) i nosorożca włochatego. W 1929 roku w Polsce wydobyto kompletnie zachowane ciało nosorożca włochatego. Można je zobaczyć w Muzeum Przyrodniczym PAN w Krakowie. Naukowiec wspomniał ponadto jelenia olbrzymiego, którego poroże osiągało rozpiętość 4 metrów i ważyło ponad 40 kilogramów, niedźwiedzia jaskiniowego, hienę jaskiniową i lwa jaskiniowego, prażubry i żubry, piżmowoły, renifery, lisy polarne, zające bielaki, koniki Przewalskiego.

Dr Jakubowski wyjaśnił także skąd naukowcy wiedzą, jak wyglądały plejstoceńskie gatunki zwierząt - paleontolodzy dowiadują się o tym ze znalezionych kości, zębów, zmumifikowanych zamrożonych ciał. Źródłem informacji są również malowidła naskalne. W Europie odkryto ponad 300 jaskiń, w których zachowały się takie malowidła.

PAP - Nauka w Polsce, Agnieszka Uczyńska



Źródło
Witam wszystkich miłośników Medievalu :-)

Jestem w prawdzie nowy na Forum, ale mam parę wskazówek na temat tej, lub innej rekonstrukcji. W brew pozorom czasu jest bardzo mało, a trzeba zadbać o dobrą synchronizację oraz własciwe przygotowanie merytoryczne. To za czym osobiście jestem to za maxymalnie dużą zgodnością z rzeczywistością historyczną tamtych czasów. Temat jest o tyle trudny, że historycy w łonie jednego tematu nie zgadzają się w wielu kwestiach. Np. Czy pod Grunwaldem rycerstwo stało w klin czy wg. starej tradycji En Haye, czy były wilcze doły, czy jednak to mistyfikacja. Napewno nie powinno zabraknąć niezwykle barwnego rycerza niemieckiego von Koekritza szarżującego na Jagiełłę, zabitego niesławnie niemalże ciosem w plecy przez bodajże Zyndrama z Maszkowic.

Czyli, nie narzucam, ale wydaje mnie się, że :-)

- stroje tj. kropierze, tabardy, tuniki, płachty, proporce, tarcze obowiązkowo drukowane i naklejane na delikwentów. Mam program z tzw. siatkami do druku. Dobra drukarka, taśma do wykładziny (nie niszczy klocków, ani oryginalnego tampodruku) i sprawa załatwiona.
- konie, konie i jeszcze raz konie. Jak piechota ta garść krzyżackich knechtów, albo ciury obozowe. Proponuję ustawić, tak jak było, a może być śmiesznie, po środku kilku drzew z "publicznością" obserwującą bitwę. Jest faktem, że pod czas bitwy zmagania obserowawała czeladź obozowa obydwóch stron na rozłożystych drzewach po środku pola chwały.
- nie mylmy pojęcia rycerz - konny. Wtedy nigdy zamiennie. Rycerz to był człek herbowy i miał swoją obstawę: jednego, lub kilku giermków (to też herbowi, tylko że jeszcze żółtodzioby), oraz zbrojnych konnych pachołków (przyuczeni wieśniacy, jeńcy z innych wypraw, plebeje). Tak więc rycerz to z automatu kilku jeżdźców, choć można zrobić kilku biednych, co za tym idzie, nie w pełnej zbroi, bez kropierza, w prostej łebce na głowie, na lichych koniach. Po stronie Krzyżackiej było podobnie, choć inaczej to wyglądało w przypadku braci rycerzy. Tu braci - rycerzy można prawie robić taśmowo - obowiązkowo brodaci. Szary hełm hudskuggel (kask motocyklowy + szpiczasta przyłbica z np. białym pióropuszem), biała tunika, biała płachta z krzyżem po lewej stronie, na koniu kropierz rzecz jasna biały. Pozostali w służbie rycerza to wiele nie różniący się giermkowie. Hełmy wręcz te same, ale na tarczach półkrzyże T, tuniki nie śnieżno białe, ale delikatnie szare. Jeszcze pozostali, to pachołkowie konni, hełmy łebki (tak nazywam hełmy bez nosalów z kolczugą pod brodą, w szarych tunikach też z niepełnym krzyżem. Jak był rycerz w zakonie, to pełnił często pewną funkcję. Co ciekawe pod Grunwaldem walczyło tylko ok. 200u braci - rycerzy. Kim byli pozostali? Ano poddani rycerze i ludzie pośledniego stanu. Więc robimy kilka pocztów rycerzy miejscowych. Uwaga, nie powinni różnić się w wyglądzie symbolami heraldycznymi od polskich rycerzy, chyba że przygotujemy stare herby niemieckie, frygijskie, inflanckie. Po jednej i drugiej stronie barykady barwy były te same, ale były wieńce trzcinowe na szyjach odróżniające strony. Z tym, myślę, że byłby galimatias, stąd proponuję, by tuniki, tabardy, płachty były bardziej wyblakłe z dużą ilością bieli i czerni. Np. rycerz herbu Ogończyk u Krzyżaków niech nie ma krwisto-czerwonego okrycia, tylko w konwencji brudnej czerwieni z dużym białym emblematem...
- Chorągwie. To jednostka taktyczna. Całe bandy grupujemy właśnie tak. Na czele jakiś kasztelan, wojewoda lub komtur, albo wójt zakonny. Emblematy na chorągwiach obowiązkowo historyczne. Ustawienie na polu też. Wielkość do ustalenia. Były od ok. 50 koni w górę. Proponuję, ustalić normę od 20u koni w górę...
- Broń. Jeden z forumowiczów robi repliki broni nadającej się na historyczną. Półtoraki, kordy, itp... Żadne miecze, hełmy typu fantasy. Zasięgnijmy tam informacji...
- Liwtini, Tatarzy, Żmudzini, czyli dzikusy. Nie przejmujcie się, że Wasze konie nie mają siodeł. To i dobrze. Siedziska dla koni proponuę zrobić w ich przypadku z krótkiego sztucznego futerka. Mam takie do dyspozycji. Po za drukowanymi lamelkami, ruskimi tunikami, futrzane czapy i burki sprawdzają się bardzo efektownie. Do tego hełmy szłomy, czyli stanradowe Lego normany i jest OK. Porobię wreszcie zdjęcia tego co mam. W przypadku Tatarów i Litwinów w uzbrojeniu dopuszczalne szable (byle bez kabłąków, stąd pirackie i wielkie hinduskie z serii Adventure i kosy trupie odpadają)
- To o czym warto teraz myśleć, to system inwentaryzacji. Jak zjedziemy się kupą na miejsce bitwy, żeby nie było żalów, że coś komuś poginęło, ktoś coś zabrał. To sprawa kluczowa.

Sam wystawię ok. 100u uzbrojonych konnych. Proponuję też inne projekty dla miłośników historii, niekoniecznie na rocznice bitew. A może Kircholm, może Zbaraż, albo Zborów, może błoto Agincourt i rzeź francuzkiego kwiata rycerstwa? Osobiście po za Grunwaldem, który jest kultowy, polecam wojny siedemnastowiecznej RP Obojga Narodów. Sam stworzyłem chorągwie pancerne, kozackie, rajtarskie, czambuły tatarskie, itp... Czas wreszcie zrobić zdjęcia :-)

Ufff. Na razie to tyle... Jak coś mi przyjdzie do głowy, dam znać. Postaram się zrobić zdjęcia szybko jak się da...

Co o tym sądzicie? :-)

Patryk
Tekst znaleziony poniewczasie. Ale i tak wart uwagi czytelnika unaoczniając nam kilka ciekawych mechanizmów postrzegania klasy i życia przez ówczesnych:



Maria Ossowska

RYCERZ W ŚREDNIOWIECZU

"W życiu narodów nic nie jest
tak realne i praktyczne jak ideał".
V. Pareto, Le mythe vertuiste

W rozdziale tym pragnę przedstawić jedną z odmian ethosu rycerskiego, mianowicie ethos rycerski zrekonstruowany na podstawie francuskich tzw. romans courtois, czyli powieści dwornych, z odwołaniem się do wcześniejszych, najbardziej reprezentatywnych chansons de gestes, czyli opowieści o sławnych bojach toczonych przez rycerzy z kręgu Karola Wielkiego przede wszystkim.
Powieści dworne zaczęły się mnożyć w XII wieku. W tym stuleciu pisał je głośny Chretién de Troyes, łącząc w nich wątki antyczne, chansons de gestes i treści celtyckie. W tym stuleciu pisała swoje pieśni Marie de France.
Przebiegnijmy główne rysy, które miały w nich charakteryzować ideał rycerza.
Rycerz musiał w zasadzie być dobrze urodzony. Mówię "w zasadzie", bo można było być pasowanym na rycerza za szczególne sukcesy bojowe. Można było także - i to zdarzało się coraz częściej w związku z rozrostem miast i wzmaganiem się ich znaczenia - nabyć ten przywilej. We wspomnianych utworach wszakże każdy z bohaterów szczycił się efektownym drzewem genealogicznym. Synów królewskich było pośród nich niemało, bo też niewiele było trzeba, by tytuł króla piastować. Według Stefana Czarnowskiego, w społeczności celtyckiej wystarczyło być władcą połowy polskiego powiatu, by tytułować się królem .
Rycerz miał promieniować urodą i wdziękiem. Urodę tę podnosił zwykle strój świadczący o zamiłowaniu do złota i drogich kamieni. Nie byle jaka musiała być także zbroja i uprząż. Czarnowski przypomina, że słowo noblement znaczyło u kronikarza IV wyprawy krzyżowej tyle, co rikement, tj. "bogato, wystawnie, wspaniale" . Męska uroda, jak o tym już pisałam gdzie indziej, przestaje się szczególnie liczyć w ethosie mieszczańskim, gdzie zastępuje ją wygląd pełen godności, wygląd szanowny (respectable) i gdzie warunek urody stawia się już kobiecie, tak jak jej się zostawia zdobienie się biżuterią, która jeszcze w XVIII stuleciu podnosi także i strój męski.
Rycerz musiał być silny. Siła ta była niezbędna do dźwigania zbroi, która ważyła 60-80 kilo. Siłę tę przejawiał zwykle, jak Herakles, od dziecka. W jednej z północnych legend, jej bohater, Beowulf, przybyły z daleka, żeby uwolnić Duńczyków od strasznego potwora, który zakradał się w nocy i zabijał co znamienitszych rycerzy, stacza z potworem straszną walkę odrzucając wszelką broń, by okazać siłę, która mu pozwala ukręcić łeb potworowi gołymi rękami. Zgodnie z tą tradycją, Sienkiewicz czyni Zbyszka z Bogdańca od małości tak krzepkim, że gdy ściskał gałąź drzewa, sok z niej wyciskał i gdy w dwunastym roku życia opierał kuszę o ziemię, tak korbą zakręcał, że żaden dorosły by lepiej tego nie zrobił. Znaczenie siły fizycznej będzie - jak zauważają niektórzy - umniejszał stopniowo rozwój techniki.
Od rycerza oczekiwano, by był nieustannie zaprzątnięty swoją sławą. Szlacheckie pochodzenie - pisał uczeń Arystotelesa - Teofrast - ma to do siebie, że człowiek, któremu przysługuje, jest bardziej chciwy sławy niż inni. Wymagała ona ciągłego podtrzymywania, ciągłej próby. Yvain, rycerz ze lwem z opowieści Chrétien de Troyes, nie może zostać przy świeżo poślubionej żonie. Przyjaciele pilnują, by nie gnuśniał i by pamiętał, co winien swojej opinii (Songez d'abord ... votre renommée). Więc wypada wędrować w poszukiwaniu okazji do walki. "Skoro tu wojna, tu zostanę" - powiada sobie rycerz w jednej z ballad Marie de France. Jeżeli wojny nie ma, to wędruje się dalej wyzywając pierwszego napotkanego jeźdźca dla ustalenia tego, co - jak już była mowa - nazywa się dzisiaj pecking order, czyli dla ustalenia właściwej hierarchii, w której pozycja zależy od ilości i jakości rycerzy pokonanych. Żaden rycerz nie słucha spokojnie o cudzych sukcesach. Jeden z rycerzy, opisywany w cytowanych balladach, musi się zmierzyć z nieznanym kolegą, którego sława do niego dociera, bo - jak powiada - zazdrość mu kąsa serce. "Zdumiał się wielce, że tu w kraju i inni taką sławę mają, gdy on być pragnął pierwszy na świecie". "Wśród pięciuset jeszcze by za pierwszego uszedł" - pisze o innym rycerzu ta sama autorka. Wspomniany już Yvain, mszcząc się za krewnego, zabija męża pewnej damy. Ta rozpacza wyrywając sobie włosy i rozrywając paznokciami ciało, ale daje się przekonać trzeźwej dwórce, żeby wyjść za mąż za zabójcę."Z dwóch rycerzy w pojedynku, pyta wierna służebna, kto lepszy: czy ten, kto zwyciężył, czy ten kto został zwyciężony?" Ponieważ odpowiedź na rzecz tego, kto zwyciężył jest niewątpliwa, wdowa oddaje mu swoją rękę tak szybko, że zapasy jadła nagromadzone na stypę pogrzebową mogą służyć na ucztę weselną. Nie ma co spełniać dobrych uczynków, jeżeli się nie chce, by były znane - powiada Chrétien de Troyes, sankcjonując tę nieustanną troskę o swoją jaźń odzwierciedloną. Duma jest w pełni usprawiedliwiona, byle nie przesadna. Dla tej ma się termin demésure, odpowiadający Homerowemu hybris, i tę, gdy nadmierna, karze się bardzo surowo. Współzawodnictwo w ustalaniu swego prestiżu prowadzi do stratyfikacji w ramach wojującej elity, aczkolwiek w zasadzie wszyscy rycerze mają być sobie równi, co w legendach związanych z królem Arturem symbolizowane jest, jak wiadomo, przez zasiadanie dookoła okrągłego stołu.
Ze względu na stałą troskę o prestiż w walce, żądanie od rycerza odwagi jest w pełni uzasadnione. Jej brak jest najcięższym obwinieniem. Obawa, że się może być posądzonym o tchórzostwo, prowadzi do łamania elementarnych zasad strategii, co z kolei pociąga za sobą bardzo często zgubę rycerza i masakrę wszystkich jego ludzi. Odwaga bywa także nieraz konieczna dla wypełnienia obowiązku wierności i lojalności - dwóch cnót, które bywają poczytywane za konserwatywne w tym sensie, że sprzyjają zachowaniu jakiegoś status quo , cnót, które ilustruje Lingard w Ocaleniu Conrada, Conrada, którego B. Russell w swojej świeżo wydanej autobiografii charakteryzuje jako arystokratycznego gentlemana polskiego aż po czubki palców .
Nieustanne zabieganie o pierwszeństwo nie staje na przeszkodzie solidarności tej elity jako elity, solidarności, która obejmowała i wrogów także do elity należących. Czyta się o podejmowaniu pokonanych wrogów przez Anglików po bitwie pod Crécy i pod Poitiers, o wspólnym ucztowaniu i zawodach sportowych. Gdy w bitwie z 1389 r. Anglików dziesiątkuje głód i dyzenteria , rycerze angielscy idą leczyć się u Francuzów, po czym wracają i bitwa toczy się na nowo . Bo, jak powiada kronikarz, oba narody, Francuzi i Anglicy, choć są zaciętymi wrogami, gdy są u siebie, gdy są poza krajem, często pomagają sobie jak bracia i wzajemnie na siebie liczą. W czasie walk między Frankami i Saracenami jeden z najlepszych rycerzy Karola Wielkiego, Ogier, zwany Duńczykiem, wyzwany jest na pojedynek z rycerzem Saracenów. Gdy Saraceni chwytają Ogiera podstępem, jego przeciwnik, nie aprobując tej metody, przychodzi oddać się Frankom w niewolę, by uwolnić Ogiera na drodze wymiany. W jednej z legend, gdy pospolity żołnierz chełpił się, że zabił szlachetnego rycerza z wrogiego obozu, jego szlachecki zwierzchnik kazał pyszałka powiesić. Sposób myślenia tych, którzy obracali się przy dworze czy zamku, był przeniknięty fikcją, iż rycerstwo rządzi światem - pisze Huizinga .
Podczas gdy odwaga służyła rycerzowi w wykonywaniu jego zawodu, hojność, której się po nim spodziewano i którą uważano za nierozłączny atrybut szlachetnego urodzenia, służyła ludziom od niego zależnym, a przede wszystkim tym, którzy na dworach sławili wielkie czyny rycerskie, spodziewając się dobrego poczęstunku i należytego obdarowania na dalszą drogę.
"Wobec nieuniknionego zagmatwania genealogii - pisał Czarnowski o Celtach - odwaga osobista, urok postaci, połączone z bogactwem i z hojnością, decydują o przypisywaniu pochodzenia arystokratycznego [...] Trzeba bez szemrania darować każdemu, czego żąda. Mniejszym złem ruina niż ogłoszenie skąpcem. Pierwsza jest tylko chwilowa: darem obowiązuje się obdarowanego do wzajemności z okładem. Skąpstwo przyprawia o stratę zajętego stanowiska, stanu, o wyłączenie z grona ludzkiego" .
Rycerz - jak wiadomo - musiał być bezwzględnie wierny zobowiązaniom podjętym w stosunku do równych sobie. Jan Dobry, jak powiada Huizinga, gdy jego syn uciekł z Anglii, gdzie był więziony jako zakładnik, sam oddał się w ręce Anglików w zastępstwie zbiega. Powszechnie znane jest czynienie dziwnych ślubów, które obowiązywały wbrew wszelkim regułom rozsądku. Ten sam Huizinga pisze o grupie rycerzy, która ślubowała nie uciekać nigdy z pola walki dalej niż na odległość 50 akrów. Dziewięćdziesięciu rycerzy miało przypłacić ten ślub życiem.
[...] Klasowe braterstwo nie przeszkadzało rycerzom wywiązywać się z obowiązku pomsty za każdą, uczynioną sobie czy krewnym, rzekomą czy autentyczną zniewagę. Rodzina nuklearna spojona była wtedy nader luźno. Rycerz był ciągle poza domem w poszukiwaniu sławy; osamotniona żona zwykle umiała sobie jego nieobecność osłodzić. Synowie kształcili się na obcych dworach. Ale ród okazywał się zwarty, jeżeli chodziło o zemstę; obowiązywała także odpowiedzialność rodowa. Gdy ojczym Rolanda, Ganelon, przegrał sprawę powierzoną sądowi Bożemu, nie tylko on sam, ale i wszyscy jego krewni zostali powieszeni.
W 1020 r. biskup Fulbert z Chartres ujmował obowiązki rycerza w stosunku do swego pana w sześciu punktach. Ten, kto przysięgał na wierność, nie mógł dopuścić do żadnej krzywdy na ciele pana (salut), do żadnej szkody na jego posiadłości (sécurité), do żadnego uszczerbku na jego honorze (honneur), do uszczerbku w stanie posiadania (intér?t), do ograniczenia jego swobody działania (liberté et faculté). Poza tymi negatywnymi zaleceniami wasal musiał wiernie służyć radą swemu panu, którego z kolei obowiązywała we wszystkim wzajemność . [...]
Królowie w opowieściach średniowiecza nie byli zwykle postaciami szczególnie bohaterskimi, nawet gdy chodziło o królów tej miary, co Karol Wielki czy król Artur. Ścierając się twarzą w twarz z wrogiem umieli się dzielnie bronić, jak to czynił na przykład król Artur w śmiertelnej walce ze swoim nieślubnym synem. Jednakże król szukał zwykle oparcia w jakimś szlachetnym rycerzu, co podnosiło walory tego ostatniego. Czasem starość wzmagała jego nieporadność i rycerz był przywoływany jako zbawca. Wedle tych konwencji zarysowany został przez Sienkiewicza król Jan Kazimierz w Potopie.
Oprócz obowiązków w stosunku do swego pana, rycerzy obowiązywała zawsze szczególna wdzięczność w stosunku do tego, kto ich na rycerzy pasował, oraz osławiona już opieka nad wdową i sierotą. W zasadzie miała to być jedna z form opieki nad słabszym w ogóle, ale nie jest mi znany żaden wypadek, gdzie tym słabszym byłby uciśniony przez los mężczyzna. Yvain, czyli rycerz ze lwem, uprawia "hurt" w obronie uciśnionych dziewic, bo uwalnia od władzy okrutnego tyrana trzysta eksploatowanych przez niego dziewcząt, które muszą o głodzie i chłodzie prząść z nitek jedwabnych i złotych kunsztowne tkaniny. Ich żałosna skarga jest godna zapamiętania w historii piśmiennictwa dotyczącego eksploatacji.
U schyłku średniowiecza, w okresie, który Huizinga uważa za okres sztucznego podtrzymywania zamierającej ideologii i coraz wyraźniejszego traktowania jej z przymrużeniem oka, Eustachy Deschamps, urodzony w 1346 r. pisarz mieszczańskiego pochodzenia, później nobilitowany, autor niezmiernie płodny, wylicza warunki które obowiązują kogoś, kto chce należeć do rycerzy.
Kto chce należeć do rycerzy, musi rozpocząć nowe życie, modlić się, unikać grzechu, pychy i podłości (villenie). Musi on bronić Kościoła, wdowy i sieroty, a także opiekować się ludnością. Musi być waleczny, lojalny, i nie pozbawiać nikogo jego własności. Obowiązuje go wojna w słusznej sprawie (guerre loyale). Musi być wielkim podróżnikiem szukającym udziału w turniejach i walczącym dla damy swego serca (pour sa mie). Musi wszędzie szukać wyróżnienia, unikając wszelkiej skazy; musi kochać swego pana i pilnować jego własności, być hojnym i sprawiedliwym, szukać towarzystwa walecznych i uczyć się od nich, jak dokonywać czynów wielkich na wzór króla Aleksandra .
Gdy mówimy o rycerskości dzisiaj, mamy zwykle na myśli przede wszystkim postawę wobec wroga i wobec kobiety. Wejrzyjmy kolejno w jej bardziej szczegółową charakterystykę.
O chwale rycerza decydowało nie tyle zwycięstwo, ile to, jak walczył. Walka mogła dla niego bez jego ujmy kończyć się klęską i śmiercią tak, jak rzecz się miała z Rolandem. Śmierć na polu walki była nawet dobrym zakończeniem jego biografii, bo trudno było dopuścić do życia w starczym niedołęstwie. Fair play obowiązujący w walce, dyktowany był, jak o tym miałam okazję pisać gdzie indziej, przez szacunek dla przeciwnika, dumę, postawę zabawową, lęk przed odwzajemnieniem i wreszcie, humanitaryzm. Szacunek dla przeciwnika, duma i względy zabawowe prowadziły do ubiegania się w walce o równe szanse. Jeżeli rycerz, z którym się walczyło, spadł z konia (a w zbroi nie mógł podnieść się o własnych siłach), ten, kto go strącił, sam także zsiadał z konia, żeby wyrównać szanse. "Nie zabiję nigdy rycerza, który spadł z konia - woła Lancelot - Boże broń mnie przed taką niesławą".[...]
Zabijanie wroga nieuzbrojonego okrywało rycerza hańbą. Lancelot, rycerz bez skazy, nie mógł sobie darować tego, że w zamęcie bitwy zabił dwóch nieuzbrojonych rycerzy, w czym się zorientował dopiero później. Przewidywał on, że będzie ten czyn wyrzucać sobie aż do śmierci i zapowiadał pieszą pielgrzymkę, w zgrzebnej tylko koszuli, dla odpokutowania.
Nie wolno było zabijać wroga godząc w niego z tyłu. Potwierdza to Maćko z Bogdańca w Krzyżakach mówiąc: "Gdybym na ten przykład w bitwie na niego natarł, a nie zawołał, by się obrócił, jużci bym hańbę na się ściągnął". [...]
Rycerzowi w zbroi nie wolno było się cofać. To powodowało - jak pisze Huizinga - że jadąc na rekonesans zbroi kłaść nie mógł. Nic, co mogło być poczytane za tchórzostwo, nie było dopuszczalne. Roland nie chciał dąć w róg dla przywołania pomocy, żeby nie pomyślano, że się boi. Nic to, że ta odmowa pociągnęła za sobą śmierć jego przyjaciela i wyrżnięcie jego wojowników. Ten brak względu na innych nie razi najwyraźniej niebios, skoro archanioł Gabriel osobiście zlatuje z nieba po duszę bohatera.
"Wolno było ówczesnemu rycerzowi - pisze Sienkiewicz w Krzyżakach - nie zważać na przeszkody, ale nie wolno było złamać obyczaju rycerskiego, który nakazywał, by zwycięzca w pojedynku spędził na polu walki cały dzień aż do następnej północy, a to tak dla okazania, że został panem pobojowiska, jak i dla okazania gotowości do nowej walki, gdyby ktokolwiek z krewnych lub przyjaciół zwyciężonego chciał go ponownie do niej wyzwać. Obyczaj ten zachowały nawet całe wojska, tracąc nieraz korzyści, jakie by pośpiech po zwycięstwie mógł przynieść" . [...]
Być zakochanym należało do obowiązków rycerza. W pieśniach Marie de France mówi się o dzielnym rycerzu, który nie patrzył na kobiety. To duże zło i uchybienie naturze - jak twierdzi autorka. Postawa rycerza w stosunku do kobiet zależała, oczywiście, od tego, czy była to dama, czy kobieta z ludu. W zdobytych miastach wyrzynano mężczyzn plebejuszy, ale rycerzowi nie wypadało krwią kobiecą się plamić. Opiekuńczość i adoracja mogły dotyczyć tylko damy ze swojej klasy, często wyższej rangi w ramach tej klasy. Wbrew potocznej opinii, wzdychanie na odległość było raczej wyjątkowe. Możemy przytoczyć tylko jeden taki przykład w jednej z ballad Marie de France, kiedy kochankowie, mieszkając w sąsiadujących zamkach, znali się tylko z okna, w którym stali zapatrzeni w siebie aż do późnej nocy. Na ogół jest to miłość w pełni skonsumowana, zwykle z cudzą żoną. Dlatego to znawca średniowiecza G. Cohen uważał, że "galanteria była niczym innym niż skonwencjonalizowanym wiarołomstwem i uznaną społecznie bigamią". [...]

*Wg wyd. M. Ossowska, Ethos rycerski i jego odmiany, Warszawa 1986, s. 70-81; przedruk w: Zrozumieć średniowiecze, oprac. R. Mazurkiewicz, Tarnów 1994



Skoro dotarliście tu, należą wam się brawa

P
B
-
Parametry podstawowe (pierwotne)

Przyjmują wartości od 1-10.
1. Witalność (WT)
Witalność jest podstawowym parametrem, decydującym o odporności bohatera na rany. Służy również do wyliczenia odporności fizycznej oraz do testów.
Jest kilka typów ran:
Draśnięcie do 50% WT, lekka rana do 100%, ciężka do 200%, krytyczna do 250%, śmierć od 300%. Każda kategoria ran ma ograniczenia do sprawności, siły, ataku i punktów akcji. Dokładniejszy opis ran w dalszej części mechaniki, w temacie „obrażenia”.
Do testów odporności fizycznej (mróz, gorąco, choroby, ból) wykorzystuje się dwukrotną wartość WT.
2. Krzepa (KR)
Cecha opisująca fizyczne możliwości postaci a także z grubsza jej wygląd (umięśnienie, typ sylwetki-kanciasty, kwadratowy, wysmukły, zwyczajny...) KR informuje też, ile bohater może udźwignąć oraz ile zada ran. Nad głowę bohater podniesie tyle funtów ile wynosi jego KR*20, na ramię zarzuci tyle, ile wynosi KR*30.

Rycerz Jan z Kalisza (KR=9) chce podnieść głaz, by zablokować nim drzwi, przez które wpadnie zaraz ścigająca go grupa knechtów. Głaz waży 250 funtów, więc Jan porzuca chwilową myśl o podniesieniu go nad głowę (za ciężki) i rzuceniu we wpadających pachołków, lecz biorąc go na ręce niesie pod drzwi.

Krzepę można wykorzystać też do innych testów – np. rozginania krat, wyważania drzwi, zginania gwoździ itp.
Jeżeli chodzi o rozginanie krat, to od krzepy postaci (albo sumy krzep kilku bohaterów) odejmujemy tzw. „krzepę krat”. Ten termin to uproszczenie, chodzi o to by zunifikować jednostki i łatwiej policzyć tę szansę.

Trzej łotrzykowie – Ćwik, Kiep i Truteń chcą uciec z więzienia. Jednak drogi na wolność strzeże zardzewiała krata w niskim oknie. Postanowili wspólnie ją rozgiąć. Ich krzepa zsumowana wynosi 20, natomiast „krzepa” kraty 15. Zatem szansa procentowa na jej zerwanie wynosi 25% (20-15=5 na k20). Za każdą próbę nieudaną od szansy odejmuje się 5%. Za drugim razem szansa wyniesie więc 20%, za trzecim 15%. Więcej niż trzy razy MG nie powinien dawać szansy, ponieważ kiedyś w końcu wypadnie te 5%... Więc trzy próby i jeżeli okażą się nieudane, to postacie są po prostu za wątłe, by tego dokonać. Mogą sobie jednak pomóc dźwignią, jeżeli znajdą jakiś pręt itd.
3. Gibkość (GB)
Opisuje umiejętności akrobatyczne postaci, jej sprawność, zręczność, giętkość, zdolności manualne, także dynamikę poruszania się, grację i płynność ruchów. Gibkość wpływa też na obronę, jeżeli bohater deklaruje uchylenie się przed uderzeniem (o tym szerzej poniżej). GB jest również składową wielu różnych testów, np. otwierania drzwi. Bardzo duża grupa umiejętności jest podporządkowana GB i z nią jest testowana.
Przy obliczaniu Ataku i Uniku liczy się aktualną GB, po ograniczeniu przez zbroję.
4. Um (U)
Umiejętność kojarzenia i zestawiania ze sobą faktów i ich interpretacji oraz wyciągania wniosków i praktycznego wykorzystania zdobytej wiedzy. Określa też wiedzę bohatera. Podobnie jak GB, wykorzystywana jest w licznych testach.
Przy testach odporności psychicznej (gusła, strach) wykorzystuje się dwukrotną wartość U.
5. Zmysły (ZM)
Parametr opisujący czułość zmysłów postaci – węchu, słuchu, wzroku... Grupa umiejętności, np. „spostrzegawczość”, „nasłuchiwanie”, są testowane z tą cechą. Postać z wysoką wartością ZM bardzo trudno jest zaskoczyć, ponieważ test zaskoczenia wykonuje się właśnie na tą cechę (rzut k20) z umiejętnością „spostrzegawczość”.
6. Osobowość (OS)
Mawiamy czasem, że ten i ów ma silną osobowość, że silnie oddziałuje na innych, że często oni porażeni jego pewnością siebie robią to, na co nawet nie mają ochoty i to bez szemrania. Tacy ludzie mają silną osobowość. Mają duży wpływ na otoczenie, ludzie traktują je z estymą czując instynktownie ich siłę, jak w stadzie wilków. Proste reakcje, bo atawistyczne, najpierwotniejsze.
Na osobowość składa się mnóstwo cech – siła głosu, ton głosu, wzrok, wygląd, zręczność, zdrowie, siłą i wiele, wiele innych. Jest wypadkową wielu cech, które tworzą wrażenie zdecydowania i siły.
Osobowość jest bardzo ważną cechą. Decyduje o skuteczności zastraszania, targowaniu się, przekonywaniu do swoich racji, o reakcji przy złapaniu na przestępstwie, reakcji karczmarzy przy braku miejsc do spania, szacunku, jakim postać się cieszy w półświatku itd. Postać o kiepskiej osobowości będzie notorycznie olewana przez wszystkich, ignorowana, nie znajdzie posłuchu w drużynie.

Parametry wtórne

Czyli pochodne, wyliczane z pierwotnych.
1. Punkty akcji (PA)
To GB*2+ewentualnie bonusy z umiejętności „inicjatywa”. Na każdy punkt umiejętności dostaje się jeden PA. Maksymalnie można mieć zatem 25 PA.
Można ją zwiększyć biorąc umiejętność o nazwie „inicjatywa”. PA przyjmuje maksymalnie wartość 25 punktów (20 z cech i 5 z umiejętności). Każdy gracz dysponuje pulą żetonów PA (kartoniki z logiem systemu), które wykorzystuje podczas walki, płacąc nimi za każdą akcję. Walkę rozgrywa się na planszy tatragonalnej, by uniknąć przybliżeń, przekłamań i naciągania dystansów między walczącymi kombatantami. Pula żetonów odpowiadająca PA wraca do wyjściowej wartości na początku nowej rundy, czyli PA to pula punktów do wykorzystania na rundę. Niewykorzystane punkty przepadają.
Parametr ten decyduje, ile różnych czynności bohater wykona w ciągu 10-sekundowej rundy.
Każda akcja ma swoją cenę w punktach PA – zarówno obrona jak i atak.
Atak bronią bardzo lekką i lekką kosztuje 2 punkty.
Średnią 3.
Ciężką i bardzo ciężką 4.
Obrona przez unik kosztuje 2, tarczą 1 punkt.
Bronią lekką i bardzo lekką i średnią 1 punkt.
Ciężką i bardzo ciężką 2 punkty.
Wyciągnięcie broni – 1 do 2 punktów (2 z pasa na plecach).
Przejście pola podczas starcia – 1 punkt.
Skrócenie dystansu o jedną kategorię – 1 punkt.
Obrócenie się wokół osi – 2 punkty.
2. Atak (AT)
Odzwierciedla szybkość atakowania. Wylicza się go według następującego schematu: (ZM+GB):2 + ewentualnie umiejętność „szybki atak”. AT służy określeniu, kto ma pierwszeństwo podczas ataku, czyli w jakiej kolejności uderzają walczący. Im wyższa wartość AT, tym większa szansa na pierwsze uderzenie.
3. Trafienie (TR)
Szansa na trafienie przeciwnika w boju. Wylicza się następująco: (ZM+GB):2 + ewentualnie umiejętność „broń”.
4. Obrona (OB)
Test obrony w walce wykonuje się trojako: albo przez fechtunek (obrona podstawowa broni + umiejętność „broń), albo przez zasłonięcie się tarczą (obrona podstawowa tarczy + ewentualnie umiejętność „tarczownik”, albo przez unik, odskok z linii ciosu ((GB+ZM):2 + ewentualnie umiejętność „unik”).
5. Sława (SŁ)
Przyjmuje wartości od 1-20. Opisuje rozgłos towarzyszący imieniu bohatera, im wyższa jej wartość tym dalej i lepiej jest znany on i jego czyny. W danej ziemi wartość jest niemodyfikowana, ale już poza nią, w województwie odejmuje się 5 punktów od testu, w całym kraju 10, za granicą 15. Za Sławą mogą wiązać się korzyści, np. szacunek rycerstwa, uznanie mieszczan, władz miasta. Z dużą Sławą mogą wiązać się też negatywy. Osoby wyklęte czy ścigane przez prawo będą unikały identyfikacji z wiadomych względów.
6. Żar (Ż)
Coś, co indukuje u bohatera najgłębsze rezerwy i daje niemal nadnaturalną moc. Może to być głęboko zakorzeniona nienawiść – do Krzyżaków, poborców, straży miejskich, pachołków biskupich. Może to być religia a ściśle walka w jej obronie, wrażliwość na krzywdę, niesprawiedliwość, i inne, do negocjacji z MG. Liczba punktów Ż zależy od stanu, do którego należy bohater. Kmiecie mają 2 punkty, mieszczanie 3, rycerstwo 4 punkty. Każdy z tych punktów może zostać dodany do którejkolwiek z umiejętności czy cechy wtórnej podczas walki, kiedy uaktywnia się Żar. Jest jednak jedno zastrzeżenie – do każdej umiejętności czy cechy można dodać tylko jeden punkt, czyli rycerz zwiększa cztery umiejętności bojowe, które wykorzystuje w walce, po jednym punkcie każdą.

Stanisław z Włocławka jadący na czele pocztu ujrzał 4-osobowy oddział Krzyżacki prowadzący przez brata zakonnego, pustoszący gospodę przy granicy. Odczuwa wulkaniczną nienawiść do zakonników, więc w walce z nimi może zwiększyć 4 umiejętności, np. Trafienie, Obronę kombinowaną, Selektywny atak i Przycelowanie, każdą po jednym punkcie.



To początek mechaniki - ppisy cech. Sukcesywnie będę dorzucał kolejne działy, w miarę jak będą się pojawiać w wordzie.
Zmysły do Strzelania.


Tak skrajnie być nie może. Niezguła z ostrymi zmysłami nie będzie dobrym strzelcem.

Pierwszy fragment:
Mechanika
Mechanika w każdym systemie rpg ma na celu konwersję złożonej rzeczywistości na język prostych liczb. Liczby te przy pomocy kostek decydują o powodzeniu działań podejmowanych przez graczy i bohaterów niezależnych. Opisują cechy fizyczne i psychiczne postaci graczy, ich umiejętności i specjalne zdolności. W interesie dynamiki rozgrywki jest by owe liczby były jak najmniejsze, realizm z kolei wiąże się z dużą złożonością. Staraliśmy się w CRP pogodzić obie tendencje tak, by niewielkimi liczbami operować jak najszerzej, żeby w prosty sposób można było opisać większość sytuacji bez drobiazgowych przeliczeń.
Atutem mechaniki CRP jest na pewno mała ilość działań matematycznych, które należy wykonać podczas gry, łatwy sposób testowania efektów zdarzeń losowych oraz wygodna metoda naliczania odniesionych obrażeń.
Do mechaniki wlicza się również merytoryczny opis powszechnie spotykanej w omawianej epoce broni zaczepnej i ochronnej oraz pozbawiony elementów losowych system tworzenia bohatera.

Kostki i testy
Do wszystkich testów, które wykonuje się w CRP, potrzebne są dwie kości, mianowicie 20- i 10-ścienna. Rzut k10 jest niezbędny do określenia lokacji, do której dotarło oręże po udanym trafieniu. Rzutami k20 ocenia się efekty wszystkich pozostałych działań, np. walki, wykorzystania umiejętności. W kilku sytuacjach wykorzystuje się również rzut procentowy (k100), np. przy sprawdzaniu czy doszło do niekorzystnych i groźnych dla życia powikłań po odniesionych obrażeniach.

Cechy
Cechy mają na celu oddanie fizycznej i duchowej charakterystyki bohatera. Opisują siłę fizyczną, odporność na rany, intelekt, zręczność, wpływ na innych, możliwości intelektualne i inne. Wykorzystuje się je w szeregu testów, najczęściej w połączeniu z umiejętnościami.
Cechy podstawowe
Przyjmują wartości od 1-10. Średnia wartość cechy plasuje się więc między 5 a 6. Należą tutaj Witalność, Krzepa, Gibkość, Um, Zmysły, Osobowość. Z cech podstawowych wyprowadza się drugą grupę cech, tzw. wtórnych.
1. Witalność WT
Witalność jest podstawowym parametrem, decydującym o odporności bohatera na rany. Należy przez to do bardzo często używanych. Służy również do wyliczenia odporności fizycznej oraz do testów sprzężonych z Witalnością umiejętności.
2. Krzepa KR
Cecha opisująca siłę fizyczną postaci a także z grubsza jej wygląd (umięśnienie, typ sylwetki – kanciasty, kwadratowy, wysmukły, zwyczajny...). KR informuje też ile bohater może udźwignąć oraz ile zada obrażeń podczas walki. Nad głowę podniesie tyle funtów ile wynosi jego KR pomnożona przez 20, a na ramię zarzuci tyle, ile wynosi KR*30.
Rycerz Jan z Kalisza (KR=9) chce podnieść głaz, by zablokować nim drzwi, przez które wpadnie zaraz ścigająca go grupa knechtów. Głaz waży 250 funtów, więc Jan porzuca chwilową myśl o podniesieniu go nad głowę (za ciężki) i rzuceniu we wpadających pachołków. Bierze go zatem na ręce i niesie pod drzwi by je zablokować.
Krzepę można wykorzystać też do innych testów – np. rozginania krat, wyważania drzwi, zginania gwoździ i wielu innych, wymagających użycia siły czynności.
Jeżeli chodzi o rozginanie krat, to od krzepy postaci (albo sumy krzep kilku osób) odejmujemy tzw. „krzepę krat”. Ten termin to uproszczenie, chodzi o to by zunifikować jednostki i łatwiej policzyć tę szansę.
Trzej łotrzykowie z Czerwieńska nad Wisłą zostali pojmani przez Krzyżaków z Kurzętnika. Chcą uciec z więzienia. Jednak drogi na wolność strzeże zardzewiała krata w niskim oknie. Postanowili wspólnie ją rozgiąć. Ich zsumowana Krzepa wynosi 20, natomiast „krzepa kraty” 15. Zatem szansa na jej zerwanie wynosi 25% (20-15=5 na k20). Za każdą nieudaną próbę od szansy odejmuje się 5%. Za drugą próbą szansa wyniesie więc 20%, za trzecim 15. Więcej niż trzy razy MG nie powinien testować tej czynności, ponieważ w końcu, po wielokrotnym próbowaniu, uda się wyrzucić wymaganą liczbę. Postacie po trzech nieudanych próbach okazują się zbyt wątłe by tego dokonać. Mogą sobie jednak pomóc dźwignią, jeśli znajdą jakiś pręt itp.
3. Gibkość GB
Opisuje umiejętności akrobatyczne postaci, jej sprawność, zręczność, giętkość, zdolności manualne, także dynamikę poruszania się, grację i płynność ruchów.
GB wpływa na obronę bohatera (opis dalej), jeśli bohater deklaruje uchylenie się przed uderzeniem, wpływa na trafienie, Atak. GB jest również składową wielu testów, np. podczas próby otwierania drzwi. Bardzo duża grupa umiejętności jest jej podporządkowana i z nią jest testowana. Przy obliczaniu Ataku i Uniku liczy się aktualną GB, po ograniczeniu przez zbroję.
4. Um U
Umiejętność kojarzenia i zestawiania ze sobą faktów i ich interpretacji, oraz wyciągania wniosków i praktycznego wykorzystania zdobytej wiedzy. Określa też wiedzę bohatera. Podobnie jak GB, wykorzystywana jest w licznych testach.
5. Zmysły ZM
Parametr opisujący czułość zmysłów postaci – węchu, słuchu, wzroku... Z tą cechą testowana jest grupa umiejętności, np. „spostrzegawczość”, „nasłuchiwanie”. Postać z wysoką wartością ZM bardzo trudno jest zaskoczyć, ponieważ test zaskoczenia wykonuje się właśnie na tę cechę (rzut k20) połączoną z umiejętnością „spostrzegawczość” (jeśli postać ją ma).
6. Osobowość OS
Mawiamy czasem, że ten i ów ma silna osobowość, że silnie oddziałuje na innych, że często porażeni jego pewnością siebie robią to, na co nawet nie mają ochoty, i to bez szemrania. Tacy ludzie mają silną, dominującą osobowość. Mają duży wpływ na otoczenie, ludzie traktują ich z estymą czując instynktownie ich siłę, jak w stadzie wilków. To najpierwotniejsze, atawistyczne reakcje, ale bardzo częste. Na osobowość składa się mnóstwo cech – siła głosu, ton głosu, wzrok, wygląd, zręczność, zdrowie, siła fizyczna i wiele innych. Jest wypadkową tych cech, które tworzą wrażenie zdecydowania i siły.
Cechy wtórne
Część z nich jest wyliczana z pierwotnych. Są wykorzystywane jako punkty odniesienia podczas testów w różnych sytuacjach, np. w walce, po ciężkim zranieniu, w sytuacji silnego strachu i innych. Jedynie Sławy nie oblicza się na bazie cech pierwotnych.
1. Punkty akcji PA
Pula punktów do rozdysponowania w ciągu jednej rundy na różne manewry stosowane w walce – zarówno ofensywne jak defensywne, także odejścia, skrócenie dystansu, podniesienie broni i inne. Każdy manewr ma określony koszt w PA. Na początku następnej rundy pula punktów akcji regeneruje się do wartości wyjściowej. Tryb toczenia walki (o czym dalej) uniemożliwia zaistnienie takiej sytuacji, że jeden kombatant zużyje wszystkie PA, a drugi oszczędzi je i następnie szybko zabije bezbronnego już przeciwnika, unieruchomionego jak słup soli. Duża ilość PA pozwala tylko na wykorzystanie umiejętności w walce, które są kosztowniejsze od standardowych. Czas dla obu walczących płynie jednakowo, równolegle, więc nawet przy dużej różnicy PA (wojownik z PA=8 i drugi z PA=16) niższa wartość PA jest ogranicznikiem, tzn. gdy kończy się zasób punktów akcji woja z mniejszą pulą, automatycznie następuje koniec rundy, a jeśli woj o większej puli nie zużył swoich punktów na specjalne ataki czy obrony czy inne manewry, to przepadają one.
Liczbę PA oblicza się następująco: GB + ewentualne bonusy z umiejętności „inicjatywa”. Maksymalnie można mieć zatem 20 PA (10 z cechy i 10 z umiejętności).
Na użytek własny przygotowaliśmy kartonowe żetony z logo systemu. Każdy żetonik to 1 PA. Łatwiej się nimi operuje niż gdyby ich zużycie zapisywać lub zapamiętywać dla kilku walczących. Walki toczymy na planszy tetragonalnej, ułatwiającej synchronizację i umiejscowienie akcji kilku walczących postaci.
- atak bronią bardzo lekką i lekką kosztuje 1 PA
- atak bronią średnią 2 PA
- atak ciężką i bardzo ciężką 3 PA
- obrona: przez unik 2 PA, tarczą 1 PA, bronią bardzo lekką, lekką i średnią 1 PA, ciężką i bardzo ciężką 2 PA
- ataki i obrony specjalne (niektóre umiejętności bojowe) są droższe o 2 punkty akcji, czyli np. specjalny atak bronią z grupy średnich kosztuje 2+2=4 PA
- wyciągnięcie broni od 1 do 2 PA (2 z pasa na plecach)
- przejście pola podczas starcia 1 PA
- skrócenie dystansu o jedną kategorię 1 PA
- obrócenie się wokół osi 2 PA
2. Atak AT
Odzwierciedla szybkość i kolejność atakowania. Wylicza się go według następującego schematu: (ZM+GB):2 + ewentualnie punkty z umiejętności „szybki atak”. Na wielkość tego parametru wpływa pancerz noszony przez kombatanta (odwrotnie proporcjonalnie) oraz klasa broni – szybciej atakuje się bronią bardzo lekką niż ciężką. Istotny jest też rodzaj ataku – np. ataki kłute są szybsze niż cięte tą samą bronią, ponieważ trajektoria ruchu głowni jest znacznie krótsza.
3. Odporność fizyczna OF
Wrodzona, wynikająca z konstrukcji fizycznej, odporność na czynniki działające na ciało, takie jak np. zimno, głód, gorąco, zmęczenie, choroby. Na OF składa się WT+1/2SF. Podczas gry nie ulega zmianie (chyba, że zmieni się parametr, z którego jest wyliczana).
4. Odporność psychiczna OP
Opisuje jak dalece bohater jest niewrażliwy na psychiczne oddziaływania czy emocje, takie jak strach, gusła, wmawianie, uroki itd. Składa się na nią OS+1/2U.
5. Sława SŁ
Przyjmuje wartości od 1-20. Opisuje rozgłos towarzyszący imieniu bohatera. Im wyższa jej wartość tym dalej i lepiej jest znany on i jego czyny. W okolicach miejsca zamieszkania bohatera wartość Sławy nie jest modyfikowana podczas testów k20. W innych częściach dzielnicy czy województwa odejmuje się 3 od testu, w reszcie kraju odejmuje się 6, poza jego granicami 10 punktów. Te modyfikatory odnoszą się do bohaterów pochodzących ze stanu rycerskiego. Nieco inne są dla mieszczan, odpowiednio -5/-8/-12 i dla kmieci -8/-12/-15. Najmniejsze ujemne modyfikatory podane wyżej, czyli –3 dla szlachty, -5 dla mieszczan i -8 dla chłopów, odnoszą się do obszaru całego województwa, w tym i jego najdalszych rubieży. W partiach bliższych miejscu zamieszkania postaci można je obniżyć, według uznania MG.
Ze SŁ mogą się wiązać korzyści, np. szacunek rycerstwa, uznanie mieszczan, władz miasta itd. Dużej SŁ mogą towarzyszyć i negatywy. Osoby wyklęte czy ścigane przez prawo będą unikały identyfikacji z wiadomych względów.
Test SŁ można wykonywać wtedy, kiedy np. bohater jest poszukiwany, a w jego wyglądzie jest coś charakterystycznego, umożliwiającego rozpoznanie, także kiedy rozgłos towarzyszący nazwisku może coś zmienić, mieć wpływ na jakieś działania i zachowania bohaterów niezależnych.
6. Żar Ż
Coś co aktywuje u bohatera najgłębsze rezerwy sił i daje nadzwyczajną moc, większą niż w innych sytuacjach. Czyli jest to szczególna okoliczność, podczas której bohater daje z siebie więcej, niźli to wynika z jego charakterystyki liczbowej. Takim Żarem może być głęboko zakorzeniona nienawiść – do Krzyżaków, poborców, straży miejskich, pachołków biskupich. Może to być religia a ściśle walka w jej obronie, wrażliwość na krzywdę, niesprawiedliwość, i inne, do negocjacji z MG. Liczba punktów Ż zależy od Osobowości bohatera i wynosi OS:2. Wyłonienie się tej cechy umożliwia bohaterom uzyskanie głębokiej motywacji przekładającej się na mechanikę w starciu, w sytuacji kiedy znajduje się w majestacie obiektu swego Żaru. Każdy z punktów Ż może zostać dodany do którejkolwiek z umiejętności podczas walki, kiedy uaktywnia się Żar. Jest jednak jedno zastrzeżenie – do każdej umiejętności można dodać tylko jeden punkt, czyli rycerz mający Ż=4 zwiększa cztery umiejętności bojowe, które wykorzystuje w walce, po jednym punkcie każdą.
Żar jest charakterystyczny tylko dla bohaterów graczy! Cechy tej nie mają bohaterowie niezależni. W założeniu ma to wyróżniać postacie graczy z otaczającego tłumu.


>